Marzenia są po to, by je spełniać. Ja jedno spełniłem, teraz czas na kolejne! Przeczytajcie jakie. W tekście mam też dla Was konkurs!

downtown-690826_1280

W tym roku spełniłem jedno z moich podróżniczych marzeń – zjeździłem samochodem dużą część Anglii i Walii. Wkrótce napiszę o tym więcej, ale na początek odpowiem na pytanie – dlaczego akurat Wielka Brytania?

Odpowiedź jest w sumie… trudna. Zwiedzanie wiosek, miast i miasteczek w Anglii i Walii nie jest specjalnie modnym podróżniczym celem Polaków. Mając w Polsce taką pogodę jaką mamy, większość osób decyduje się raczej na ciepłe kraje, ewentualnie bardziej egzotyczne. Ja (i moja dziewczyna) od dawna chcieliśmy jednak obrać właśnie ten kierunek. Raz, że po prostu uwielbiamy Anglię z Londynem na czele, chociaż wiadomo – Londyn to nie prawdziwa Anglia, ale za każdym razem, gdy go odwiedzam jestem zachwycony. Dwa, że jakiś czas temu byliśmy w Oxfordzie i strasznie nam się spodobał. A trzy, od kilku lat jestem wielkim fanem programu BBC „Ucieczka na wieś”, gdzie Anglicy zamieniają tłoczne miasta na spokojne, malownicze wioski. My też zamieniliśmy, na nieco ponad tydzień.

Jedno podróżnicze marzenie udało się spełnić. Wcześniej zwiedziłem najważniejsze europejskie miasta, czas postawić sobie kolejny cel. Jeden nieco bardziej wymagający finansowo, drugi znacznie mniej. O czym myślę? O Stanach Zjednoczonych i Portugalii. Tak, te dwa kierunki chodzą mi po głowie od wielu lat.

one-world-trade-center-336594_1920

Mojej chęci odwiedzenia Stanów Zjednoczonych chyba nie muszę za bardzo tłumaczyć, bo to pewnie cel wielu osób. Z jednej strony zadowoliłby mnie sam Nowy Jork, ale z drugiej pociąga mnie ta różnorodność USA. Od wschodniego wybrzeża po zachodnie, od Yosemite po Teksas, a i Florydą bym nie pogardził. Plan? 3-4 tygodnie w trasie, część na pewno samochodem, chociaż te odległości mnie trochę przerażają. To trochę tak, jakby za jednym zamachem zwiedzić całą Europę. Cóż, trzeba zakasać rękawy i zacząć zbierać kasę na ten wyjazd!

Jeśli to się nie uda, zostaje Portugalia. Co ciekawe, zanim postawiliśmy w tym roku na UK, bardzo poważnie myśleliśmy właśnie o Portugalii. Planowaliśmy podzielić urlop na dwa miasta – Porto i Lizbonę, być może po drodze zahaczyć o jakieś mniejsze miejscowości. Kilku moich znajomych było ostatnio w jednym lub drugim mieście i wszyscy byli zachwyceni, co jeszcze bardziej mnie nakręca na Portugalię.

Na szczęście to znacznie mniej wymagający finansowo kierunek, więc całkiem możliwe, że za rok zobaczycie na moim Instagramie fotkę z Porto czy Lizbony. Poza tym po wizytach m.in. w Hiszpanii, Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii czy Niemczech, czas najwyższy na „odhaczenie” kolejnego kraju. Myślę jeszcze o Grecji (a szczególnie wyspach) i Bałkanach, nie byłem też w Skandynawii i Beneluksie. Kilkanaście lat temu, jeszcze w podstawówce, byłem na Węgrzech czy w Austrii, ale przyznam szczerze, że wiele z np. Wiednia nie pamiętam. Jak po równie długim szmacie czasu zobaczyłem Pragę byłem pod ogromnym wrażeniem, tu pewnie byłoby podobnie, więc pomysł odświeżenia sobie tych państw też pobudza moją podróżniczą wyobraźnię.

red-lights-lisbon

Jest też druga strona medalu. Każde z tych państw ma wiele ciekawych zakątków. Zwiedziłem Anglię i Walię, ale Szkocja też musi być super. Byłem w Rzymie, Florencji, Geniu czy Wenecji, ale przecież południe Włoch też ma wiele pięknych miejsc. Berlin, Paryż czy Barcelona są piękne, ale na nich się nie kończą Niemcy, Francja i Hiszpania. Zamki nad Loarą, Lazurowe Wybrzeże, Bawaria, Madryt… Wymieniać mógłbym w nieskończoność.

Jak widzicie, kręci mnie jednak „cywilizacja”. Pewnie, że chciałbym zwiedzić Japonię, Chiny czy inne ciekawe, bardziej egzotyczne państwo w Azji, ale pod nosem (czytaj – w Europie) mamy tyle pięknych miejsc, że na bardziej odległe miejsca przyjdzie jeszcze (mam nadzieję!) pora. Ba! W Polsce jest przecież tyle miejsc, w których jeszcze nie byłem, albo byłem tylko przejazdem. Wracając ostatnio z Mazur już planowaliśmy mniejszą wycieczkę po Dolnym Śląsku czy w Bieszczady. Kurczę, chyba mógłbym wydawać wszystkie oszczędności na podróże.

Konkurs!

W związku z tym, że podróże są takie fajne i można o nich pisać w nieskończoność, razem z biurem podróży Rainbow mamy dla Was konkurs! Do wygrania dwa vouchery o wartości 500 zł. do wydania na wczasy i wakacje na R.pl*.

Napiszcie w komentarzu o swoich wymarzonych wakacjach. Możecie opisać te, na których już byliście, albo podzielić się ze mną swoimi marzeniami i napisać gdzie i dlaczego chcielibyście wyjechać w przyszłości. Liczy się kreatywność!

Na Wasze  komentarze czekam do 25 sierpnia do godz. 23.59. Pamiętajcie, żeby podpisać się imieniem i nazwiskiem, żebym mógł bez problemu zweryfikować komentarz. Wyniki pod tym tekstem!

* z wykluczeniem biletyczarterowe.r.pl oraz myway.r.pl. Vouchery będą ważne przez rok.

Wszystkie zdjęcia: CC0 / http://librestock.com

  • Justi

    Cześć! :) Jestem Twoją dość nową czytelniczką, ale ten post bardzo mi się spodobał i zachęcił do udziału w konkursie, bo uwielbiam podróżować!! Moje wymarzone wakacje są bardzo podobne do Twoich, może nie są zbyt oryginalne bo moim marzeniem jest zwiedzić całą Hiszpanię wraz z małymi miasteczkami. Te mają swój urok! W tym roku ukończyłam licencjat z filologii hiszpańskiej, mój chłopak jest Hiszpanem i mieszkamy razem w Polsce, ale dzięki niemu i jego rodzinie zwiedziłam już prawie całą Andaluzję. Na Erasmusie, niewielką część północnej Hiszpanii, tak więc jeszcze zostało mi sporo regionów, że tak się wyrażę ” ze środka” :) Myślę, że potrzebuję na to lat by spełnić swoje marzenie, ale w wakacje już trochę bym zwiedziła:) A najlepiej by już było zwiedzić Hiszpanię jeżdząc „ogórkiem”, no tym hipisowskim volkswagenem:)
    Także oto ja i moje wymarzone wakacje.
    Pozdrowienia:)
    Justyna Pilarczyk

    • Super plan, trzymam kciuki! Hiszpanię też bardzo lubię, chociaż miałem okazję być tylko kilka razy w Barcelonie. Czas na „inną” Hiszpanię :)

  • Magdalena Nacel

    Wielka Brytania! konkretnie Londyn. Wielkie miasto, bogata historia, piękne budowle i jest tam stacja 9 i 3/4 😀 dla fanów Harrego Pottera to miasto jest rajem😀 Tamtejsza pogoda? Żadnen problem, lubię deszcz😀 Chyba o odwiedzeniu żadnego innego miasta na świecie nie marzę bardziej. Mogłabym milion razy zwiedzać Londyn na Google Earth, ale ten klimat poczuję dopiero, gdy tam będę.

  • Magdalena Nacel

    Wielka Brytania! konkretnie Londyn. Wielkie miasto, bogata historia, piękne budowle i jest tam stacja 9 i 3/4 😀 dla fanów Harrego Pottera to miasto jest rajem😀 Tamtejsza pogoda? Żaden problem, lubię deszcz😀 Chyba o odwiedzeniu żadnego innego miasta na świecie nie marzę bardziej. Mogłabym milion razy zwiedzać Londyn na Google Earth, ale ten klimat poczuję dopiero, gdy tam będę.

  • Marzą mi się wakacje w domu u dziadków – długie rozmowy z najmądrzejszymi ludźmi jakich znam, smaki lata z babcinego ogródka i domowe obiady (zawsze z dokładką i deserem!). Spokojny czas, najlepiej pod koniec sierpnia, kiedy można obserwować jak powoli lato ma się ku końcowi, kiedy noce są nieco chłodne ale na tyle rześkie, że aż chce się wyjść na długi spacer i pooddychać wspaniałym, wakacyjnym powietrzem. Wieczorem czytałabym książki i wsłuchiwała się w śpiew ptaków pijąc ciepłą herbatę na tarasie i patrząc na kwiaty w ogrodzie.
    Ot, takie nudy :)

  • Paulina Anna Katarzyna Kamińsk

    Kanada żywicą pachnąca! I syropem klonowym ;) Pierwsza moja podróż do Kanady odbyła się w 2009 roku. Jechałam z mamą do siostry, która tam zamieszkała, na chrzciny jej córki, której matką chrzestną zostałam. Siostra mieszka w mieście oddalonym od Toronto jakies 2,5 godziny, ale tego roku zwiedziliśmy CN Tower. Niesamowite przeżycie, miasto tak bardzo inne od naszych Polskich. Niestety, przygoda trwała zaledwie 3 tygodnie. Następnego roku leciałam sama. Nie jechaliśmy nigdzie poza okolice miasta mojej siostry, ale świętowałam Dzień Kanady 1 lipca a kilka dni później roczek mojej małej kruszyny. Tu również było mi krótko, bo też około 3 tygodnie. Kolejnego roku spędziłam tam 3 miesiące. W tym czasie pojechaliśmy nad Niagarę, gdzie płyneliśmy statkiem przy wodospadzie i poszliśmy do parku rozrywki Marineland. To były cudowne 3 miesiące z siostrą, chrześniaczką, siostrzeńcem (wtedy miał pół roku) i z samą Kanadą. Od ostatniej podróży minęło 5 lat. Od tamtej pory nie widziałam ani siostry, ani chrześniaczki, ani siostrzeńca a w międzyczasie jeszcze drugi siostrzeniec się urodził, jego to nigdy na żywo nie poznałam, pozostaje nam jedynie skype, ale to nie jest to samo co być tam przy nich, wiadomo. Marzy mi się tam wyjazd, pokochałam ten kraj, tych ludzi tam, ich styl życia… Wszystko! Moje wakacje tam nie były by może jakieś efektowne, ale pojechała bym jeszcze raz do Toronto i wjechała na CN Tower, nad Niagarę, do Ottawy, w końcu to stolica kraju, więcej rozmów z ciekawymi ludźmi, wgłębiać się w ich kulturę, poczuć się jak Kanadyjczyk!

    Paulina Kamińska

  • Natalia Gałązka

    Marzy mi się Meksyk, chyba już czas po Londynie (który pamiętam głównie ze zdjęć, bo byłam jeszcze zbyt mała), Austrii, Czechach, Słowacji, Słowenii, Bośni (przejazdem), Włoszech (taki Meksyk „bez godła” ;) ), Chorwacji, Bułgarii, a wkrótce wreszcie Hiszpanii. Warto w końcu zwiedzić (ale nie „typowo”!!!) kolebkę i osobiście poznać (m. in. sztuka „Un Picasso” czeka :) ) lub powspominać sprawców życiowej pasji uwieńczonej pełnym wykształceniem wyższym i rozkwitającej z każdym dniem od 18 lat.

  • Klaudia Toczyłowska

    W powietrzu unosi się woń smażonych na jarmarku lokalnych potraw. Wokół gwar, szum, i krzyk ludzi próbujących sprzedać tutejsze owoce. Gdzieniegdzie na ulicy można zobaczyć młodzież, która stojąc na ulicy z wystawionym kapeluszem liczy na to, że swoim talentem nakłoni kogoś do wrzucenia jednej, brzęczącej monety. Obok budki z lodami kłóci się małżeństwo, a pięć metrów dalej można zobaczyć obejmujących się staruszków, którzy z aparatem w dłoni przemierzają wąskie uliczki. Chłonę wszystko jak gąbka. Każdy zapach, dźwięk i obraz rysuje w mojej duszy niezmywalny ślad. Podróż po Hiszpanii na długo zostanie w mojej pamięci nie tylko jako kolejne miejsce do odhaczenia w książce turystycznej. Uczę się kultury i próbuje wtopić w społeczeństwo. Nie jestem typowym turystą, który robi sobie selfie wyłącznie na tle słynnych miejsc. Moim aparatem są oczy, a kartą pamięci serce. Przemierzam uliczki, którymi chodzą jedynie lokalni ludzie wracający z pracy. Podziwiam wszystko. Gdy pada deszcz, nie narzekam na złą pogodę, a ubieram kalosze, i celebruję chwilę. Cieszy mnie każda pojedyncza kropla deszczu,która zmywa ze mnie stres i sprawia, że w mojej duszy maluje się tęcza. Patrzę na zachód słońca i myślę, jak piękne jest niebo. Gdy wrócę do domu, i przed snem zamknę oczy, nadal będę czuła zapach tego miasta i słyszała ludzi, dla których życie w Hiszpanii to codzienność. Podróż do Hiszpanii to moje marzenie i mimo, iż nie było mi dane zwiedzić tego kraju, już teraz potrafię wyobrazić sobie ten kraj a wszystko, co z nim związane, oddziałuje na moje wyostrzone zmysły.

  • Remakess

    Co do podróżowania mam wielkie marzenia. Chciałabym zwiedzić wszystkie najpiękniejsze miejsca na ziemi. W tym roku pod koniec września zwiedzam wymarzone Korfu, piękna wyspa gdzie nie tylko jadę odpocząć, ale i zwiedzić. Na drugi rok chciałabym wyjechać w podróż po Europie, po czym planować wyjazd do Stanów Zjednoczonych i tak jak w przypadku podróży po Europie, wynająć kampera i objazdem zwiedzić najpiękniejsze i najbardziej wymarzone miejsca.
    Tygodniowe urlopy chciałabym przeznaczyć na odwiedzenie pięknych miejsc takich jak Malediwy, wyspy Greckie, Chorwackie, Kanaryjskie. Ostatnie największe marzenie to Australia, chciałabym zobaczyć Wielką Rafę Koralową (marzenie od dziecka).

  • Olga Bożyk

    Co do podróżowania mam wielkie marzenia. Chciałabym zwiedzić wszystkie najpiękniejsze miejsca na ziemi. W tym roku pod koniec września zwiedzam wymarzone Korfu, piękna wyspa gdzie nie tylko jadę odpocząć, ale i zwiedzić. Na drugi rok chciałabym wyjechać w podróż po Europie, po czym planować wyjazd do Stanów Zjednoczonych i tak jak w przypadku podróży po Europie, wynająć kampera i objazdem zwiedzić najpiękniejsze i najbardziej wymarzone miejsca.
    Tygodniowe urlopy chciałabym przeznaczyć na odwiedzenie pięknych miejsc takich jak Malediwy, wyspy Greckie, Chorwackie, Kanaryjskie. Ostatnie największe marzenie to Australia, chciałabym zobaczyć Wielką Rafę Koralową (marzenie od dziecka).

  • Moje nożyczki

    A ja bym się chciała wybrać do Japonii, a konkretniej Tokio. Nigdy nie byłam nawet za granicą, więc przebywanie w tak kolorowym i ciekawym mieście byłaby rajem dla mnie. I na pewno przywiozła bym cudowne materiały. Produkują tam cudowne materiały, które są niedostępne w Polsce dla przeciętnego śmiertelnika, a tam dostępne jak u nas bułki. A samo miasto już jest tak inspirujące, że bym spacerowała dzień i noc. No i nie mogłoby zabraknąć wizyty u Pand :)

    • Zacznij oglądać filmy Krzyśka Gonciarza, jeszcze bardziej będziesz chciała :)

      • Moje nożyczki

        Wiem, wiem :) Oglądam :)

  • Faye Sapphire

    Kiedyś w księgarni natrafiłam przypadkiem na bardzo ciekawy przewodnik. Szukając czegoś zupełnie innego, zagapiłam się i podniosłam książkę leżącą obok mojego obiektu zainteresowań. Na złoconej okładce znalazłam zdjęcie przedstawiające rzeźbione w kamieniu, masywne wejście do budynku niemal w całości pochłoniętego przez gęstą, tropikalną dżunglę. Zobaczyłam obraz magiczny i wyjątkowo pobudzający wyobraźnię. Delikatne promienie światła, padające na kamienne zdobienia. Spękaną od upływu czasu i częściowo rozsadzoną przez korzenie leciwych drzew posadzkę. Widoczną gołym okiem potęgę natury, która postanowiła odbić niegdyś odebrany jej i uporządkowany przez człowieka teren. Angkor zaczarował mnie od pierwszego wejrzenia i do tej pory nie odpuszcza. Marzy mi się fotografowanie takich zarośniętych, ciężko dostępnych czy zapomnianych miejsc, gdzie trudno doświadczyć turystów – zupełnie jak na fotografii. Marzy mi się Kambodża, Tajlandia i Mjanma.

  • Black Damiano

    Przyznam szczerze, że nie podróżuję zbyt często, a chciałbym. Moim wymarzonym miejscem są oczywiście Stany Zjednoczone, a w Europie Portugalia. Mieszkałem przez 3 lata we Włoszech, jako dziecko, ale tyle wystarczyło by zrozumieć temperament i styl życia „południowców”. Portugalia zawsze intrygowała mnie pod względem architektury, bajecznych plaż i zabytków. W takim miejscu mógłbym się zresetować i odpocząć od wszystkiego :)

  • Michał Kropiński

    Miałem w liceum kolegę – mega typ, który totalnie zarażał uśmiechem. Tata Daniela jest Wietnamczykiem i w związku z tym kolega jakoś przed maturą pojechał w odwiedziny do babci do Sajgonu. Przywiózł stamtąd takie historie, że Wietnam siadł mi w głowie na kilkanaście lat. Za każdym razem kiedy widziałem tych sympatycznych ludzi ciężko pracujących w naszym kraju na dobrobyt oddalonej o 9000 (!) kilometrów rodziny zastanawiałem się jak fajnie byłoby zobaczyć kraj 9 smoków i miliona smaków.

    Udało się w tym roku. Na pełnym budżecie, na pełnej przygodzie. Z orzeźwiającym piwem za 0,50 PLN (tak to nie żart, spróbujcie Bia Hoi – im tańsze tym lepsze!), parną dżunglą przypominającą piekło, zimnymi świątyniami, w których czuło się oddech Boga, jabłkami za 17 PLN i niesamowitym uśmiechem, który spotykał nas kilkaset razy dziennie. Nawdychałem się tego ich pozytywu tyle, że sam nie mogłem przestać uśmiechać się przez miesiąc. Po powrocie zrozumiałem, że Daniela zawdzięcza uśmiech temu niesamowitemu genowi, które istnieje tylko w tej części świata. Wietnam to kraj, który mimo wszystkich tragedii jakie go spotkały ma radość w swoim DNA.

    • Brzmi mega zachęcająco. Wietnam to faktycznie miejsce, które mógłbym odwiedzić :)

      • Michał Kropiński

        Polecam, póki się nie zaroi od turystów i nie skoczą ceny. Bo na razie to nawet dla Polaków bardzo budżetowe wakacje.
        No i jest gwarancja słońca zimą ;)

        • A jak z lotami? Udało Wam się sensowną ofertę znaleźć?

          • Michał Kropiński

            1999 PLN z Wawy bezpośrednio do Sajgonu. Z Rainbow właśnie.
            I jednak bezpośredni polecamy bo ta ostatnia godzina z 11 w samolocie to jest masakra nad masakrami :)

          • Sensownie, kurcze, może kiedyś!

  • Lukasz Scislo

    jestem początkującymmiłośnikiem podróży, który dopiero zaczął podróżować a już wie że chce jak
    najwięcej i jak najczęściej. Do tej pory, szczerze mówiąc, bałem się latać i
    bałem się problemów językowych i kulturowych więc siedziałem w domu. Jednakże
    moja obecnie już żona namówiła mnie na wspólną podróż i to od razu w pełną
    egzotykę do Tajlandii i Kambodży.

    Byliśmy tam w lipcu zeszłego roku. Spędziłem wspaniały miesiąc podróżując po Tajlandii i Kambodży.
    Wspaniała podróż rozpoczęła się w tętniącym życia Bangkoku gdzie przeżyliśmy
    szok kulturowy- z jednej strony wspaniałe zabytki, relaksujący tajski masaż czy
    masaż stup a z drugiej zapachy dań gotowanych na ulicach i niezwykle mili i
    pomocni ludzie. Z Bangkoku nocnym pociągiem droga powiodła nas na Chang Mai
    dawnej stolicy Tajlandii która była miłą odskocznią od zatłoczonego Bangkoku.
    Tutaj czekała nas atrakcja którą najmilej wspominam z całej podróży- trzydniowy
    trekking w dżungli. Marsz pośród pól ryżowych i palm bananowych, zapachy
    przypraw, spanie w wioskach górskich plemion oraz próbowanie tego co nam
    ugotowali, kąpiele w górskich rzekach pod wodospadami i wieczorne śpiewy.
    Ostatniego dnia czekały nas dwie wspaniałe atrakcje spływ tratwami bambusowymi
    oraz godzinna przejażdżka na słoniu w dżungli. Z Chang Mai udaliśmy się do
    Kambodży aby odwiedzić tajemnicze ruiny cywilizacji Angkor. Świątynie i pałace
    dawnej cywilizacji khmerskiej wywarły na nas piorunujące wrażenie gdyz czegoś
    takiego żadne z nas nigdy wcześniej nie widziało. Spędziliśmy wspaniały tydzień
    wśród przemiłych ludzi próbując też niezwykłej kuchni khmerskiej. Ostatni tydzień podróży życia spędziliśmy z
    powrotem w Tajlandii na rajskiej wyspie Ko Samui odpoczywając i wygrzewając się
    na plażach tej rajskiej wyspy. To była zdecydowanie nasza podróż życia tylko
    możliwa dzięki lotom zarówno tym dalekim do Bangkoku jak i tym na mniejsze
    dystanse pomiędzy Chang Mai i Siem Riep a później Ko Samui.

    Dzięku temu przeżyciu przemogłem się i teraz wiem że nie ma się czego bać i należy jak
    najczęściej podróżować i próbować nowych rzeczy

    • I jedzenie, interesuje mnie też tamtejsze jedzenie :)

      • Lukasz Scislo

        Jedzenie super. Zresztą przez jedzenie całe miasta specyficznie pachną. Na początku zapach ten mi trochę przeszkadzał ale później się przyzwyczaiłem aby na końcu go pokochać- ta taka mieszanka zapachu curry i przypraw ale bardzo intensywna. Co do jedzenia to trochę sie obawiałem aby nie mieć jakiś problemów żołądkowych ale już po paru dniach jedliśmy właściwie na ulicy bo to jest standard że wszystkie ulice zawalone są wózkami z jedzeniem gdzie „lokalsi” przygotowują za grosze wspaniałe jedzenie. U nas oczywiście nie miało by to prawa bytu bo kontrolerzy z Sanepidu dostaliby zawału ale tam kto nie ma pracy albo jest zbyt stary na ciężką pracę bierze wok, wystawia go na ulicę i sprzedaje swoje usługi kulinarne. Dostać można wszystko: zupy curry, smażone w głębokim oleju pyszności, pseudo-szaszłyki i wszystko rewelacyjne. Moją ulubioną rzeczą były takie piramidki zapakowane w liść bananowca z ryżem i warzywami w środku- proste pyszne i można z sobą nosić cały dzień w przypadku jakiegoś wypadu poza miasto. Nawet nie ma problemu z dogadaniem się bo często osoby sprzedające na ulicach nie mówią po angielsku ale wystarczy pokazać palcem na buzię, pogłaskać się po brzuchu i juz wiedzą że mają coś dobrego zrobić :). Rewelacją był też trekking w okolicach Chang Mai gdzie spało się w bambusowych chatkach a jedzenie przygotowywali mieszkańcy danej wioski- nie dość że pyszne to jeszcze banany prosto z drzewa, przyprawy rosnące całymi krzakami wokół domków więc można sobie dodatkowo dorwać co trzeba, a jak się idzie przez las i jest jakieś drzewo owocowe to mozna sobie uzupełnić podróżny zapasik owoców.

  • Paulina Weronika Lubowicka

    A ja może zabrzmię nudno, ale marzę o wyjeździe w nasze cudne Bieszczady. Kiedy słyszę od znajomych, że jadą oni na wakacje w jakieś miejsca typowo turystyczne, zatłoczone, pełne gwaru i hałasu, mam ochotę złapać się za głowę. Bo przecież wakacje mają być czasem spędzonym aktywnie… wypoczywając :) Bieszczady są idealne aby choć na chwilkę odciąć się od tego właśnie wielkomiejskiego gwaru i hałasu. Poza tym obcowanie z naturą w 21 wieku wydaje się być nie lada rarytasem. Człowiek odcięty od sieci, zaczyna dostrzegać piękno otaczającej go natury, drugiego człowieka-kompana podróży, prostoty najpilniejszych elementów życia do przeżycia w dziczy, piękna każdego dnia podczas kąpieli w rzece, wylegiwania się na dzikich łąkach, wsłuchiwanie się w świerszcze, a w nocy liczenie gwiazd i łapanie świetlików. Brzmi banalnie? Dla mnie zwiedzanie wielkich miast nie ma prawa dać człowiekowi tyle wypoczynku ile dadzą Bieszczady. To jak zamknąć się na chwilę w szafie, a okazuje się ona być przejściem do Narnii. Wielkie miasta to ja mogę zwiedzać sobie w sezonie jesiennym, ale lato rezerwuję dla Bieszczad! <3

    Paulina Lubowicka

    • Tak jak pisałem, nie byłem nigdy w Bieszczadach, ale też chciałbym to szybko zmienić :)

  • Zuzanna Piekarz

    Moje wymarzone wakacje zaczęły się trzy lata temu. Wtedy to pojechałam na Ukrainę, gdzie przez trzy tygodnie mieszkałam w Kostiuchnówce – malutkiej wsi na Wołyniu, gdzie był jeden traktor, jedno auto, a konie nie miały podkuwanych kopyt, bo za drogo. Właśnie tam zobaczyłam zestawienie biedy obywateli z bogactwem państwa – orka w polu, do której użyty był koń, a w tle, za polami, widać było elektrownie atomową. Miałam też okazję podczas mojego wyjazdu na jeden dzień wybrać się do Kijowa. Po pobycie na małej wsi, widok tego miasta mnie przytłoczył. Wszechobecne złoto, zdobione cerkwie i – jeszcze wówczas spokojny – Majdan uświadomiły mi jak duże są dysproporcje pomiędzy ukraińską stolicą, a przeciętną wsią.
    Te wakacje dużo mi dały. Oglądając radość dzieci z Kostiuchnówki, gdy dostały od nas lalkę i piłkę, uświadomiłam sobie jak niewiele trzeba do szczęścia. Choć te dzieci nie będą miały łatwego życia, to cieszą się z drobnostek – a może ta lalka to drobnostka tylko dla mnie, może dla nich to coś wielkiego… Nauczyłam się doceniać to, co mam i cieszyć się swoją codziennością, która – w porównaniu do tamtejszej – jest lekka i przyjemna.
    Następny cel mojej podróży to Rosja. Znów chciałabym móc porównać życie różnych ludzi, dlatego planuję odwiedzić Petersburg i Syberię, najlepiej jakieś mroźne wsie, by zobaczyć jak ludzie radzą sobie w skrajnych warunkach prawie odcięci od reszty świata. Mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się spełnić moje marzenie i będę miała dość pieniędzy, by kontynuować rozpoczętą już podróż nauki życia.

  • Ewelina Guz

    Witaj, podróżą moich marzeń jest Bali. Miejsce, w którym czas dla mnie na chwilę się zatrzymuje, gdzie jestem tylko ja i piękne widoki oraz satysfakcja z kolejnego odhaczenia swojego marzenia. Wakacje na Bali to dni pełne słońca, świeżych owoców i sportów wodnych. Czas tam spędzony na pewno byłby aktywny, uwielbiam sportowy tryb życia, trening o świcie na plaży to coś co świta mi w głowie.
    Pozdrawiam, Ewelina Guz

  • Long story short: chłopak z końca świata właśne przewartościował mój świat. A ja jego. Wymarzone wakacje? W Zgierzu w Mordorze na rajskiej wyspie… byle z nim.

  • Paulina Kiedrowska

    Widzę to! Moja biała haftowana sukienka lekko kołysze się na wietrze kiedy przemierzam przez małe, urokliwe uliczki na moim rowerze. Czuję jakbym się tutaj urodziła, to miasto wyzwala we mnie niesamowitą energię, dzięki której mam ochotę przenosić góry. Czy to możliwe? Czy ja śnię? Widzę niesamowicie piękne, wąskie uliczki i ludzi, którzy uśmiechają się do siebie z każdej strony.
    – Nie do wiary! – Krzyczę sama do siebie, gdy zauważam spoglądające na mnie piękne brązowe oczy, a ich właściciel odzywa się nagle:
    – Jesteś nietutejsza?
    Patrzę w jego oczy, na sekundę zapominam o całym świecie i czuję się jakbym była w niebie. Potem siedzimy na kamieniu i jeszcze przez chwilę rozmawiamy, a później wybieramy się razem na wycieczkę rowerową po mieście.
    Jest ciepło, palmy w zachodzącym słońcu wyglądają jakby buchały ogniem. Zbliża się północ, czuję się jak w bajce, ale podświadomie wiem, że mój czas dobiega końca. Słyszę zegar który wybija dwunastą i nagle… Znikam jak kopciuszek, a po mnie zostaje tylko mój biały rower. Czy książę mnie odnajdzie? Czy domyśli się, że w koszyku pozostawiłam mu wiadomość?
    Odpowiedź na to pytanie znajduje się tylko w mojej głowie, a miejsce, które opisałam, to Lizbona widziana oczyma wyobraźni, podczas moich wymarzonych wakacji.

  • Aleksandra Wysocka

    Chciałabym pojechać gdzieś. Na boso. Bez smartfona z Instagramem i Facebookiem. Bez selfiesticka i pontonu z flamingiem. I parawanu. W małej walizce z jedną parą wygodnych butów i apetytem na świat. Może autostopem, czymkolwiek, bez klaskania w samolocie i Mohito nad basenem. Rozmawiać z nieznajomymi i jeść owoce z lokalnych targów. Wejść tam gdzie się nie da, w Barcelonie zboczyć z Rambli, na Majorkańskim festiwalu dać się pomalować farbą tubylcom, żyć ich życiem. 23 lata, 8 godzin pracy, 7 dni wolnego, studentka. Jak przez ten czas zrealizować marzenia podróżnicze? Chcąc raz w roku odwiedzić jeden kraj nie starczyłoby mi życia na zwiedzenie nawet ich połowy. A przecież w każdym kraju jest tyle wspaniałych miast, miejsc, ulic, ludzi, histori…

    Vouchery na pewno bardzo by mi pomogły zaplanować tegoroczne wakacje :)
    Zdjęcie z ubiegłorocznych przygód (Lokalny Festiwal na Majorce w miejscowości Pollenca)

  • Lubię podróże i lubię kwiatów woń, zielone wzgórze i morskiej wody toń… :D A ja to jestem z tych co to jak sobie zamarzą o jakimś miejscu i wszystko robią by tam się udać. W samochód pakuję tobołki, namiot, nie-męża, sześciolatkę i pięciolatka i jedziemy. W zeszłym roku byliśmy na Litwie, Łotwie i Estonii. Znajomi pytali „czemu tak egzotycznie?”, serio: egzotycznie… A ja nie rozumiem czemu my, Polacy, nie jeżdzimy w tamte strony. Okej, okej Wilno i Góra Krzyży na pewno jest zdobywana przez rzesze. Ale Łotwa? Estonia? Ja w Estonii to czuję się już jak w domu. Ten wszechobecny folklor, ten spokój, mała gęstość zaludnienia, lasy… Na prawdę super sprawa. Zachęcona tym, że właściwie im „wyżej” tym bardziej mi (a właściwie nam) się podoba w tym roku uderzyliśmy na Finlandię. I co? I dalej moją największą miłością, oprócz rodzimego kraju, jest Estonia. :) A w przyszłym roku, jak finanse pozwolą, planujemy albo Danię, albo Węgry. Mnie ku Dani kierują słowiańsko-wikińskie pobudki – Arkona, Jutlandia. Mmm… A nie-męża Węgry, bo… Bo ma swoje powody. ;) Zobaczymy co będzie pierwsze.

  • Rzuciłem wszystko, pracę, biznes, wszelke aktywności i wyruszam autostopem do 100 krajów samemu, nie mając większej gotówki przy sobie! Od zawsze robiłem zwariowane rzeczy, i teraz również taką robię. Bo nie ma rzeczy niemożliwych :)

  • Kamila Łabutka

    Moim podróżniczym marzeniem od dziecka jest zobaczenie z bliska jednego z naturalnych cudów świata jakim jest słynny Kanion Kolorado. Fascynuje mnie jego nietypowa rzeźba i zjawiskowo piękny kolor.Chciałabym spędzić tam noc i poczekać na zjawisko wschodu słońca nad tym pięknym Kanionem. Porobiłabym setki zdjęć by później wspominać swoją podróż. W drodze powrotnej odwiedziłabym największe kasyno w Las Vegas i bawiłabym się do białego rana. Zwiedziłabym także studio filmowe w Hollywood i ze wzgórza podziwiałabym słynne domy aktorów! Na koniec podróży rozłożyłabym ręczniczek i popijała drinki na plaży w Los Angeles! Pozdrawiam Kamila Łabutka

  • Kogut358

    Nazywam się Patryk Chodyniecki :)
    Wymarzone wakacje miałem w tym roku ze swoją dziewczyną <3
    Nie lubimy wakacji statycznych tzn. pojechanie w jedno miejsce i wylegiwanie się na plaży przez 2 tygodnie, bo taka forma jest według nas nudna. W tym roku postanowiliśmy pojechać w kilka miejsc.
    Jesteśmy studentami, więc na drogie i zagranicze podróże jeszcze nas nie stać (ale to się zmieni!)
    Oto miejsca, które zwiedzaliśmy:

    Pierwszym było Morze Baltyckie, a konkretniej Ustronie Morskie. Nigdy tam nie byłem, więc zrobiło na mnie przyjemne wrażenie. Chodziliśmy przy zachodzie słońca po plaży, szum fal nas uspokajał, a pod koniec dnia albo jeździliśmy rowerami, albo pilismy rozmaite trunki.

    Drugim miejscem było jezioro niemieckie Berzdorfer. Polecam je fanom nurkowania, ponieważ mimo tego, że woda może wydawać się zimna-19/20 stopni, to jest ona tak czysta i przejrzysta, że przy głębokości 2 metrów widać nazwę energy drinka, który znajduje się na dnie :D Szczerze mówiąc, to za pierwszym razem nie chciałem tam wchodzić, ale jak zobaczyłem 7 letniego chłopczyka, który tam się tapla, to nie chciałem wyjśc na słabeusza i wbiegłem do wody niczym David Hasselhoff w słonecznym patrolu!

    Trzecim miejscem były Czechy, bo przy Czechach mieszkam. Konkretniej: Vielkie Loziny-tam znajdują się łaźnie termalne, które może troszkę śmierdzą jajkami, ale są uzdrowiskowe, cieplutkie no i posiadają moje ulubione jacuzzi. W tej samej miejscowości jest zamek, gdzie w średniowieczu przeprowadzano procesy o czary. Przewodniczka oprawadzała nas po tej budowli, mówiąc po czesku, ale w rękach mieliśmy przewodnik napisany w języku polskim, więc można wyciągnąć wiele ciekawych informacji.

    Wrażenia z wakacji w formie graficznej podsyłam w gifie: https://media.giphy.com/media/l0MYFO9OS5g2MznPy/giphy.gif
    Moja dziewczyna wyraża ze mną zgodę na publikację zdjęć.
    Pozdrawiamy
    Patryk Chodyniecki

  • Anna Bednarz

    Wakacje na których w tym roku byłam,
    za pomocą wiersza przedstawiłam.

    Moja podróż była w tym roku wspaniała,
    Dwa piękne miejsca sobie pozwiedzałam.
    Jedno na terenie Państwa Czech,
    drugie było w górzystych Niemczech.

    Praga piękna mi się wymarzyła,
    więc samochodem na nią uderzyłam.
    Hradczany, miejsce gdzie jak Królewna się czujesz,
    gdy tą historyczną dzielnicą spacerujesz.

    Malá Strana następnym obiektem zwiedzania mego,
    Taka tam ilość kościołów, że doświadczam rozwoju duchowego.
    Most Karola też zobaczyłam-to podstawa,
    tym widokiem zakończyła się moja do Czech wyprawa.

    Jezioro Bodeńskie-drugie miejsce mej wędrówki,
    położone w Alpach, wyślę zazdrosnym sąsiadom widokówki!
    Boże jaki widok, takie piękności!
    Od wody, po góry-nie ma lepszej różnorodności.

    Rezerwujemy z ciocią łódkę,
    będziemy bawić się w Żeglarzy.
    Ciocia żartowniś-„Aniu, Sztorm się może zdarzyć”
    Ubieram kapok i zaczynamy pływanie,
    jakiś Niemiec w łodzi obok, uprawie wędkowanie.

    Noc się zbliża, wracamy do portu,
    z okazji urodzin Cioci, w domu czeka kawałek tortu.
    Trzy dni tam przebywałam,
    wyżej wspomniane pocztówki sąsiadom wysłałam.

    Teraz jestem w domu, przed komputerem,
    chciałabym zwiedzić coś jeszcze z voucherem.
    Pozostaje powierzyć wyniki konkursu Bogu,
    które pojawią się na nowopoznanym ohmydeer blogu.

  • Święty Patron Toastniczy

    Czołem.
    Zasadniczo część z moich wymarzonych podróży już odbyłam – jeździłam na stopa po Afryce Zachodniej, Azji Centralnej, odwiedziłam Iran, USA, kraje dookoła Kaukazu, stopowałam na Bałkanach… W zeszłym roku także odbyłam jedną z moich ‚top of the list’ podróży – stopem po Kazachstanie i Mongolii (tranzytem przemierzając Chiny). I jak się okazało Mongolia nie zniknęła jeszcze z listy krajów, które chciałabym odwiedzić. Jeżdżenie na stopa po Mongolii- gdzie populacja wynosi 3 mln ludzi – po prostu nie jest najbardziej adekwatnym pomysłem. Acz oczywiście obfitym w super przygody, np. łapanie na stopa motoru (trzy osoby i bagaże na jednym jednośladzie), albo jechanie ambulansem (tego samego dnia przejechały obok nas jeszcze dwa samochody – jeden się zepsuł – drugi podwiózł jakieś 10 km). Tym razem zatem wyobrażam sobie, że przyjechałabym do Mongolii żeby przemierzyć ją na koniu. I to zdarzyło się w ostatniej podróży – nie musiałam nawet wynajmować przejażdżki -po prostu ludzie mijający nas ze swoimi stadami po drodze proponowali jazdę. Koń daje wiele większą niezależność i jest lepiej dostosowany do braku dróg w Mongolii (uwaga- step to też droga). Chciałabym zatem zaglądać do jurt czy w okolicach Gobi czy Altaju jak i przemierzać cudne góry i dotrzeć do Uvs Nuur swoim niezależnym środkiem transportu, który byłby też wymarzonym towarzyszem podróży. Moim marzeniem jest też bowiem wreszcie wybrać się w daleką podróż (poza kontynent Europejski, gdzie podróżuje już sama) bez towarzysza, polegając tylko na sobie swoim namiocie, hamaku i mapie. Generalnie- ja, koń, mongolia, spotykani po drodze lamowie, buddyjskie stupy, pomnik Chingis Chana, jurty i litry kumysu!
    W zasadzie to tyle.
    Natalia Wilk

  • Anna Izabela Gabor

    Moje wymarzone wakacje to podróż do zaczarowanej krainy Plitvickich Jezior w Chorwacji. Marzę o tej podróży już od lat.
    Uwielbiam jeziora i góry a Plitvice to ich idealne połączenie.
    Kręte, tajemnicze wąwozy, kominy i iglice z białych, wapiennych skał… otaczające kryształowo czyste wody strumieni i turkusowe rozlewiska krasowych jezior.
    Do tego przelewające się z jednego jeziorka do drugiego spienione kaskady wodospadów, większych i mniejszych. Te wysokie, wąską strugą spadające w otchłań krasowej studni i te małe – rozlewające się za to na szerokość całego stawu lub rzeki.
    To miejsce jak z baśni, gdzie w jedno splatają się woda, skały i las a ich kolory: błękit, biel i zieleń niosą ukojenie oczom.
    Śpiew strumienia, cichy szelest lasu, wiatr pośród białych skał… to najpiękniejsza muzyka na wakacyjne dni.
    Wiem, że odwiedzając Plitvice poczułabym się jak w zaklętej krainie – odległej od codziennej, konwencji cywilizacji. Turkusowe jeziora byłyby dla mnie jak okruchy nieba, które spadły na ziemię i stworzyły dla mnie mój wyśniony, Raj na Ziemi :)

  • Magdalena Borkowska

    Kiedyś myślałam, że jeśli szybko zacznę wykreślać miasta z mojej długiej listy „must see”, kiedyś w końcu zobaczę wszystko co chciałam. Jaka ja naiwna! Większość miejsc jest tak ciekawa, że zamiast usuwać je z listy, musiałam dodawać je na nową – „koniecznie wrócić!”. Od kilku lat chodził za mną pomysł podróży dookoła świata, bo nie jestem w stanie wybrać tylko jednego kraju bądź ograniczyć się do kilku. Po niesamowicie motywującym spotkaniu podróżniczym (Gdańsk, kawiarnia Południk 18 – serdecznie polecam, w prawie każdy wtorek ktoś interesujący mówi o swoich przygodach) stwierdziłam, że nie mogę dłużej odkładać swojego marzenia, bo inaczej skończę jak miliony osób, które zawsze chciały gdzieś pojechać, ale tak jakoś wyszło i może kiedyś. Trochę pod wpływem impulsu kupiłam bilet do Texasu i chciałam ruszyć śladami Chrisa z ‚Into the wild’. Szybko zorientowałam się, że wolę nie ograniczać się konkretnymi planami i wynajęłam samochód. W połowie drogi spotkałam koleżankę i choć chciałam
    podróżować samodzielnie, miło było na kilka stanów połączyć siły. Kiedy po dwóch miesiącach nadszedł czas powrotu czułam się strasznie. Wszystko mówiło mi, że to nie czas wracać. Wszystko poza portfelem. Po powrocie polski miałam jeszcze wieksze pragnienie podróżowania niż przed wylotem do Stanów. Całymi dniami ogladalam vlogi podróżnicze, czytałam blogi. Dowiedziałam się o wizie work&travel i aplikowałam do Nowej Zelandii. Udało się i tak zaczęłam życie na walizkach. A właściwie z placakiem. Moje zajęcia nie były zbyt ambitne, praca za barem, na recepcji, trochę tłumaczyłam polskim zwiedzajacym. Potem udało mi się załapać na jeden z basenów i po kilku miesiącach miałam oszczędności na to co lubię najbardziej – odkrywanie, a w Nowej Zelandii jest co odkrywać. Kiedy wszystkie oszczędności stopnialy, wróciłam do Polski. I oto jestem. Za trzy tygodnie wracam na trasę, tym razem poznam uroki naszego kontynentu – Europy. Już nie mogę się doczekać, szczególnie Barcelony i gorskiego ekstremalnego szklaku królewskiego w Hiszpanii. Puszczając wodze wyobraźni widzę Kraj Kwitnącej Wiśni i Wielką Brytnię, do której ciągle mi nie po drdze, chociaż to tak blisko!

    Moje wymarzone wakacje nie są ani tymi, na których już byłam ani planem na przyszłość. Moje wakacje cały czas trwają i mam nadzieję, że nigdy się skończą.

  • Ala Wasylków

    Moje wymarzone wakacje mam nadzieję przeżyć nie dalej jak w przyszłym roku. Gdy tylko zdam ostatnie egzaminy na uczelni, wyjadę na wschód, przez Ukrainę do Gruzji, tej pięknej i niezmienionej przez turystykę Gruzji. Spędzę tam trochę czasu, głównie w wioseczce Udabno położonej pośrodku niczego. Jakiś czas temu Polacy założyli tam hostel. Może uda mi się załapać tam do pracy? Do Polski wrócę dopiero na Woodstock, a po nim pojadę dalej, tym razem w zupełnie przeciwnym kierunku – do Włoch. Chciałabym odwiedzić przede wszystkim Wenecję i obowiązkowo nauczyć się gotować włoskie potrawy u samego źródła. A potem wrócę na moment do Polski, by pod koniec września wyjechać na Erazmusa – a to oznacza dalszy ciąg wakacji ;)

  • Mała Margo

    Islandia. Niemalże baśniowa kraina, której zimny klimat pozwala odnaleźć swoje wewnętrzne ciepło, a obejmująca je kilkunastogodzinna ciemność sprawia, że zaczynamy widzieć sercem, odkrywając światło drzemiące zarówno w ludziach, jak i miejscach. Plaże z czarnego piasku. Pokryte śnieżnym puchem górskie szczyty, z których możemy spojrzeć na wijącą się w oddali ścieżkę własnego losu. Drzemiące cicho wulkany, skrywające w ogromnych brzuchach niszczycielską siłę lawy, od czasu do czasu kaszlące popiołem przez sen. W miejskiej dżungli codzienności zamieniłam walkę z nałogiem na nieustającą walkę z życiem: wędrując codziennie między jedną kostką betonu a drugą, gubiąc się w nieskończonych listach obowiązków, mając wciąż przed oczyma numerki faktur oraz rachunków nie mam chwili, by się zatrzymać. Brakuje mi zjednoczenia z Naturą i głębią własnej duszy, którą wciąż wkładam pomiędzy kartki kalendarza niczym wizytówkę lub przypomnienie o odległym spotkaniu. Łaknę bezludnych miejsc i zapierających dech w piersiach widoków, w których mogłabym się zatopić i rozmyć granice własnego ego; zapomnieć na chwilę o wszystkich „trzeba” i „muszę”, spojrzeć w twarz sobie kryjącej się pod zastygłą skorupą nerwów i emocji. Zasłuchać się w szumie majestatycznego wodospadu, zostawić ślady butów w nieskazitelnej płachcie śniegu i odciski palców na starych, kamiennych rzeźbach, które wyszły spod ręki czasu… Dać się zahipnotyzować Zorzy Polarnej przy sączących się cichutko z słuchawek dźwiękach Sigur Rós. Wypić ciepłe kakao na tarasie przytulnego hoteliku, którego właściciele mają dobre, uśmiechnięte twarze. Brzmi to trochę jak marzenie dziewczynki chcącej przenieść się do książkowej krainy znanej z bajek o Królowej Śniegu, prawda? Na pewno wybrałabym się w okolice jeziora Myvatn, by zanurzyć ciało w gorącej wodzie leżącego tam malowniczego kąpieliska i zmyć z siebie wszystkie przywiezione troski. Odwiedziłabym też Námafjall, by poczuć się jak na powierzchni obcej planety – ten skalisty grzbiet górski wygląda co najmniej jak post apokaliptyczna sceneria! Skógafoss, ogromny wodospad przypominający mityczne źródło życia, również znalazłby się na mojej liście. Czasem potrzebna jest cicha i mroźna zima, by mogła do nas przyjść prawdziwa wiosna – wiosna radosnego serca.

    Dominika Jakubowicz

  • Karolina Orlińska

    Dwa lata temu spełniłam swoje największe podróżnicze marzenie – poleciałam do ukochanej Ameryki Łacińskiej! :) Po powrocie do kraju opowieściom nie było końca; każdy był ciekawy, co mnie tam spotkało, z czym się zetknęłam, jakie zdjęcia porobiłam…

    … i niby wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że pewnego dnia (już nieco zmęczona ciągłym przekonywaniem, że „TAK, w Argentynie naprawdę jedzą dużo mięsa”) zdałam sobie sprawę z jednej rzeczy: dużo podróżujemy zagranicę. Odwiedziłam kontynent z moich snów, zwiedziłam kilkakrotnie Włochy, Hiszpanię mam „w jednym palcu”, tęsknię za ciepłymi nocami na Bałkanach… a tak naprawdę nie byłam nigdy na Mazurach. Ba, nie pamiętam, jak wygląda polskie wybrzeże latem. Pieniny? No tak, raz się było, w czasach szkoły podstawowej. Bieszczady? Jakie Bieszczady? Nie wiem, ja tu tylko sprzątam!
    I wiecie co postanowiłam? Że nadrobię zaległości. Moją najnowszą pasją są… mikropodróże, czyli krótkie (jedno albo dwudniowe) wypady. Mam to szczęście, że obecnie mieszkam w Krakowie, a stąd dosłownie rzut kamieniem na Jurę, w cudowne Tatry, czy do urzekającego Tarnowa. Tegoroczne wakacje zdecydowanie mogę zakwalifikować do kategorii: Polska, nasze własne, piękne, często niedoceniane! :)

  • Justyna M.

    Moje najpiękniejsze wakacje, a zarazem podróż poślubna, to wycieczka objazdowa po Wenezueli właśnie z biurem Rainbow 😉 Ten dziki, opisywany jako bardzo niebezpieczny kraj, nie jest jeszcze splamiony turystyką. Podczas prawie dwutygodniowej wycieczki nie spotkaliśmy żadnych innych „gringo”. Tubylcy, chociaż nie rozmawiają po angielsku, są bardzo przyjaźni i mili. Najwspanialsza jest jednak wenezuelska przyroda – wodospady, w tym najwyższy wodospad świata Salto Angel, który mogliśmy podziwiać podczas lotu awionetką, zapierają dech w piersiach. Bez problemu można też było obserwować dzikie zwierzęta – kolorowe papugi, tukany, małpki czy tarantule 😉 Spotkanie z tymi ostatnimi może nie było najprzyjemniejsze. Prawdziwą przygodą było też spanie w dżungli w domkach zbudowanych z palmy kokosowej.To biedny, ale bardzo bogaty przyrodniczo kraj. Dla mnie najpiękniejsze miejsce na ziemi.
    Justyna Mordon

  • barbara

    Sadzilam,ze komentarz mi się dodal,ale go nie widzę. No to piszę jeszcze raz.
    Od 13 lat mieszkamy z kotką – Milusią. Tak właśnie – my z nią :) Rasa europejska dachowa :) Od 2 lat jestem kocią wolo. A tak wlasciwie to nigdy nie lubilam kotow…Od roku moim marzeniem jest podróż na japońską kocią wyspę Ainoshima. Koci raj,miejsce w ktorym to czlowiek jest gosciem. Czasami dosc mam ludzi,najchetniej pojechalabym w taką podróż z biletem w jedną stronę. Kot nie zrani slowem,czynem,nie oksze sympatii chcąc coś w zamian…
    To moje wymarzone,wysnione miejsce…ech,marzenia- dobrze,że nic nie kosztują.

  • Marta

    Dobry wieczór, bo to już,
    będzie banalnie, bo w podróż chciałabym się wybrać ze swoją drugą połówką… niestety bądź co bądź takowej nie mam, ale ja i moja przyjaciółka myślimy całkiem podobnie i podróż z nią to byłoby coś… mega nieogarniętego, nieważne. Obie mamy dość nudne życie. Studia, domowe obowiązki, ogrom nauki, wyjście raz na ruski rok na jakąś imprezę to dla nas szaleństwo. Niestety to tylko ciche wody, które gdzieś wewnątrz – rwą się do wielkich przygód! Naoglądałyśmy się filmów i seriali, marzy nam się wielki świat Ameryki Północnej! (wreszcie przechodzę do odpowiedzi konkursowej) Jakiś taki wielki american trip, od spaceru w cieniu drapaczy chmur większych niż 10-cio piętrowe bloki z okolicy, ogromna ilość tak różnych od siebie ludzi w jednym miejscu (Time Square), po drodze wszamanie ponoć większego niż w Polsce burgera w Maku, nocleg w jakimś tanim amerykańskim motelu i jedziemy dalej. Wsiadamy w wyposażony samochód… taki typowy jak w filmie… z takim facetem, z takim wcięciem w brodzie… nieważne! Wsiadamy i jedziemy przez Ohio (wyłącznie z sentymentu do „Glee”) przez Kentucky (w pogoni za ukochanymi aktorami) aż do Missouri, tam jemy kolejnego typowego burgera i frytki w jakimś typowym barze mlecznym tu do wyboru mamy: ulec uroki facetom na motorach z długimi brodami, w czarnych skórach i czerwonych opaskach lub wsiąść w uwaga: na wymarzony lot balonem. Tak podziwiając z lotu ptaka (miejmy nadzieję panowie na motorach zrozumieją odmowę) m.in. lecąc nad Kanionem Kolorado (zatrzymując się gdzie trzeba, oczywiście by zrobić selfie) lądujemy w finałowym punkcie: Kalifornii. Tam to już totalne szaleństwo. Szaleństwo w Las Vegas, szaleństwo w San Francisco, szaleństwo w Hollywood, ale największe szaleństwo to Los Angeles – ponieważ dużo miejsc jest tam związanych z Waltem Disneyem (od pierwszej wytwórni po trawnik po którym stąpał) którego obie jesteśmy fankami – łącznie z odwiedzeniem jego parku oraz jazdy konnej w stadninie gdzie jeździł – tereny konno po amerykańskich wertepach of course muss sein. A potem pewnie już nie wrócimy, bo zakochamy się w kalifornijskim słońcu i jedynie 30stu iluś dniach w roku, kiedy pada deszcz :(
    To tyle, dobranoc, idę sobie california dreamować…
    Marta Skiba

  • Marcin W

    Ahoj! Skoro pytasz mnie o moje wymarzone wakacje powiem tylko jedno – Czechy! Otóż odwiedzenie Pepickiej Republicki, kraju Knedlików i Havranków, a także Jożinów z Bażin, Rumcajsów oraz Wojaków Szwejków z fryzurą na „czeskiego piłkarza” i obowiązkowych skarpetkach w sandałach, kraju usłanego przez nejkrásnější holky to moje najskrytsze marzenie, ponieważ jak to mawiają: „Do Czech razy sztuka”. Chciałbym w końcu

    rozprawić się osobiście z prawdopodobnie mylnymi stereotypami krążącymi po moim umyśle o krainie piwnym pilznerem płynącej i zabawnym českym jenzičku pełnego zdrobnionek, a także przekonać się na własnej skórze, że rzeczywiście Polak i Czech to dwa bratanki, i do szabli i do szklanki. Poza urokami serdeczności lokalnej społeczności, miło byłoby skosztować smaženýgo sýra, polévek czy słodkich kanapek prosto od marmoladziorzy, a wszystko to popijając złocistą ambrozją z
    zawartością najwyśmienitszego chmielu.. Fenomenalnie byłoby odpoczywać pośród malowniczych rejonów rezerwatu przyrody Mionši położonego w urokliwej części Beskidu Cieszyńskiego w gminie Łomna Górna; poszukiwać tras biegowych, ścieżek rowerowych i szlaków turystycznych, podziwiać lokalne stoki narciarskie, wypożyczać kijki trekkingowe na górzyste eskapady, a po powrocie w przytulne cztery ściany hotelu relaksować się podczas gry w kręgle, odprężać podczas kąpieli na krytym
    basenie czy też w kadziach, a także zapewniać sobie odrobinę wytchnienia przy jacuzzi z hydromasażem, saunie fińskie, sunie parowej, biosaunie ziołowej, ścieżce Kneippa czy podczas masaży.

    Choć nie jest to rękopis królodworski

    Poezję stawiam na miarę swych możliwości

    Magię rozsiewam i wróżby sobie stawiam

    Wzorem mi rozdziały Kronik Kosmasa

    Wszystko to tylko w jednym celu prawię

    Do kraju Morawian chcę zdobyć wyprawę

    Przemyślidów w Państwie Samona nawiedzić

    Urokiem tutejszej przyrody się cieszyć

    Strzelistym górom Małego Połomu pokłony bić

    Szemrzystym nurtom Lomnego Potoku hołdy wyć

    Wśród lasów, Mchów i Paproci szukać skarbu

    Usłanych kruszczykiem błotnym uroczych jardów

    Makowych Panienek gdzieś za muchomorami

    Czy też uroczych motyli zwanych Emanuelami

    I choć już tak nie wierzą ci co chrzest nam dali

    Szukałbym bogów których czcili dawni Słowiani

    Studiowałbym księgę Tura, Ruty, Tanów i Wiedy

    O architekturze i historii zasięgałbym tu wiedzy

    Zgłębiał muzykę szlakami Dvořáka Antonína

    Karela Čapeka literaturę miło bym wspominał

    Kinematografię Miloša Formana bym też badał

    Pięknem lokalnej sztuki bym się napawał.

    Pozdrawiam,
    Marcin Wojda

  • Marcin W

    Ahoj! (przywitanie z rozbrajającą radością w stylu Krecika) Skoro pytasz mnie o moje wymarzone wakacje powiem tylko jedno – Czechy! Otóż odwiedzenie Pepickiej Republicki, kraju Knedlików i Havranków, a także Jożinów z Bażin, Rumcajsów oraz Wojaków Szwejków z fryzurą na „czeskiego piłkarza” i obowiązkowych skarpetkach w sandałach, kraju usłanego przez nejkrásnější holky to moje najskrytsze marzenie, ponieważ jak to mawiają: „Do Czech razy sztuka”. Chciałbym w końcu rozprawić się osobiście z prawdopodobnie mylnymi stereotypami krążącymi po moim umyśle o krainie piwnym pilznerem płynącej i zabawnym českym jenzičku pełnego zdrobnionek, a także przekonać się na własnej skórze, że rzeczywiście Polak i Czech to dwa bratanki, i do szabli i do szklanki. Poza urokami serdeczności lokalnej społeczności, miło byłoby skosztować smaženýgo sýra, polévek czy słodkich kanapek prosto od marmoladziorzy, a wszystko to popijając złocistą ambrozją z
    zawartością najwyśmienitszego chmielu.. Fenomenalnie byłoby odpoczywać pośród malowniczych rejonów rezerwatu przyrody Mionši położonego w urokliwej części Beskidu Cieszyńskiego w gminie Łomna Górna; poszukiwać tras biegowych, ścieżek rowerowych i szlaków turystycznych, podziwiać lokalne stoki narciarskie, wypożyczać kijki trekkingowe na górzyste eskapady, a po powrocie w przytulne cztery ściany hotelu relaksować się podczas gry w kręgle, odprężać podczas kąpieli na krytym
    basenie czy też w kadziach, a także zapewniać sobie odrobinę wytchnienia przy jacuzzi z hydromasażem, saunie fińskie, sunie parowej, biosaunie ziołowej, ścieżce Kneippa czy podczas masaży.

    Choć nie jest to rękopis królodworski

    Poezję stawiam na miarę swych możliwości

    Magię rozsiewam i wróżby sobie stawiam

    Wzorem mi rozdziały Kronik Kosmasa

    Wszystko to tylko w jednym celu prawię

    Do kraju Morawian chcę zdobyć wyprawę

    Przemyślidów w Państwie Samona nawiedzić

    Urokiem tutejszej przyrody się cieszyć

    Strzelistym górom Małego Połomu pokłony bić

    Szemrzystym nurtom Lomnego Potoku hołdy wyć

    Wśród lasów, Mchów i Paproci szukać skarbu

    Usłanych kruszczykiem błotnym uroczych jardów

    Makowych Panienek gdzieś za muchomorami

    Czy też uroczych motyli zwanych Emanuelami

    I choć już tak nie wierzą ci co chrzest nam dali

    Szukałbym bogów których czcili dawni Słowiani

    Studiowałbym księgę Tura, Ruty, Tanów i Wiedy

    O architekturze i historii zasięgałbym tu wiedzy

    Zgłębiał muzykę szlakami Dvořáka Antonína

    Karela Čapeka literaturę miło bym wspominał

    Kinematografię Miloša Formana bym też badał

    Pięknem lokalnej sztuki bym się napawał.

    Pozdrawiam,
    Marcin Wojda

  • Agnes

    Moim marzeniem jest Praga. Przede wszystkim to piękne miasto, pełne wspaniałych zabytków i zapierających dech w piersi widoków!. Po drugie chciałabym gdzieś wyjechać za granicę, bo jeszcze nigdy nie miałam okazji. A po trzecie w Pradze mieszka moja przyjaciółka, z którą nie widziałam się od dawna – bardzo tęsknię i chciałabym ją odwiedzić.

    Agnieszka Stedler

  • Karolina Laskowska

    O pomysł na wakacje marzeń pytacie?
    Mój sposób zaraz poznacie!
    Startujemy z pomorskiej osady, która Wolność się nazywa,
    dlaczego akurat stąd – pewnie ktoś zapyta…
    Bowiem gdy wolność w sobie poczujemy,
    na każdej wyprawie radośni będziemy.
    Teraz szybciutko zwiedzimy Warszawę,
    to miasto przynosi nam dumę i sławę.
    Podczas wojny doszczętnie zrujnowane,
    a po latach dzięki współpracy rodaków odbudowane.
    Ze stolicy lecimy samolotem do Berlina,
    i tutaj znajomość niemieckiego bardzo nam się przyda.
    Warto wziąć ze sobą słowniczek i kurs językowy,
    dzięki temu zawiłości językowe mamy z głowy.
    W Berlinie zwiedzimy przede wszystkim wyspę muzeów,
    wjedziemy na wieżę telewizyjną i zobaczymy bramę słynną.
    Zbyt długo się tutaj nie zatrzymamy,
    bo przecież jeszcze tylko miejsc do zobaczenia mamy.
    Następna w kolejce Bruksela się ustawia
    i lokalnymi czekoladkami turystów zwabia.
    Grand Place kusi luksusowymi zabytkami,
    a dzielnica europejska potężnymi gmachami.
    Gdy Belgię pożegnamy,
    w drogę do Holandii się udamy.
    Zrobimy sobie zdjęcie z wiatrakami
    i przepłyniemy się amsterdamskimi kanałami.
    Rzym też odwiedzimy,
    może nawet z papieżem godzinkę spędzimy.
    Starożytne budowle zwiedzimy
    i przepyszną pizzę kupimy.
    Gdy brzuchy będą napełnione,
    czas wyruszyć w powrotną drogę.
    Zatrzymamy się jeszcze tylko w Pradze,
    by stanąć na moście Karola
    i skosztować prawdziwego śmietankowego loda.
    Dalej szybko nad polskie morze,
    a nuż zobaczymy tam tęczę i zorze?
    Tym akcentem wakacje marzeń zakończymy,
    ale na pewno jeszcze kiedyś inne miejsca zwiedzimy.
    Ostatnie dni wakacji spędzimy w domku, świętując osiemnaste urodzinki – Karolinki :)

  • Magdalena Grochowalska

    Moje wymarzone wakacje zaczęły się w chwili gdy zakupiliśmy mały stary jacht. Pierwszą częścią wakacji ,jak to u większości Polaków bywa, był remont: szpachlowanie, malowanie, szlifowanie a na koniec sprzątanie ;) I tak oto nasza perełka stanęła na wodzie, w naszym ukochanym Gdańsku… od tej pory nasze wakacje nie mają końca. Każda wolna chwila to żagle, wiatr, morze i cudowne uczucie wolności i oderwania od rzeczywistości… Kto nie próbował niech żałuje! Nie ma nic lepszego niż odbić od portu, wypłynąć w morze, obserwować wschody i zachody słońca z zupełnie innej perspektywy, a widok rozgwieżdżonego nieba ach! niepowtarzalny. Uwierzcie mi na słowo nigdzie nie widziałam tylu gwiazd jak na morzu, nie wiadomo, gdzie niebo zaczyna się, a gdzie kończy! Ale żagle na Bałtyku to nie tylko bujanie się na fali, to również walka z samym sobą, to przezwyciężanie swoich słabości, to nauka współpracy i kompromisów… Tak nasze żagle to najwspanialsze wakacje w życiu!

  • Zielono Mi

    Moje wymarzone wakacje? Zdecydowanie Rzym!!! Kiedy znajdziesz sobie takie miejsce na ziemi w którym poczujesz, że tak naprawdę żyjesz musisz tam wrócić i sprawdzić czy nadal czujesz to samo 😉 Czy wrócę i sprawdzę? Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie mi dane. Niewątpliwie Rzym ma w sobie magię. A gdy wracasz do domu masz wrażenie, że to wszystko było jednym wielkim snem. I jak po czymś takim odnaleźć się w życiu codziennym? Brown doskonale wiedział gdzie stworzyć akcję powieści Anioły i Demony. Nie przypuszczałam tylko, że kiedykolwiek będzie mi dane oglądać praktycznie wszystkie te miejsca które czytałam w książce i widziałam w filmie. Jak sobie przypomnę co przeżywałam przed wycieczką… Fakt, że pierwszy raz będę lecieć samolotem już był niezłym powodem do lekkiej paniki, do tego jeszcze przesiadka w Monachium 😉 Wylatywałyśmy o 6:50, pobudkę zrobiłam o 2 nad ranem – spałyśmy (z koleżanką którą namówiłam na wyjazd) równą godzinę. Ostatni raz tak cudownie mi się spało jakieś 14 lat temu, w ostatniej klasie Liceum, jadąc do Częstochowy z klasą pomodlić się o rozum do głowy na maturę 😉 Teraz też wybierałam się do świętego miejsca tylko tyle, że nie drogą lądową i już nie w celu modlenia się o geniusz umysłu 😉
    Podróż upłynęła Nam cudownie, pokochałyśmy lot samolotem. A po wylądowaniu i dotarciu do Naszego hoteliku rozpoczęłyśmy zwiedzanie według książki Dana Browna. Gdy dojechaliśmy do pierwszego znaku – rzekomego grobu Santiego Rafaela – który znajdował się w Kaplicy Chigich w Kościele Santa Maria Del Popolo (niegdyś Capella Della Terra – Kaplica Ziemi) czekało nas (nie)małe rozczarowanie. To, że Watykan jest nastawiony
    anty do Browna nie było tajemnicą, jednak to co uczynili z Habakukiem i Aniołem oraz Otworem Demona było smutne. Chcąc nie chcąc i tak zrobili reklamę autorowi powieści 😉 Wyobraźcie sobie, że wchodząc do kościoła nie widzicie pierwszego wyznacznika wskazującego drogę przez anioła, a to
    dlatego, że jest zasłonięty wielką kotarą z foli. Lepiej nie ma się Otwór Demona, bo spotkał go podobny los – cała podłoga usłana folią. Lipa nad lipy. Stałyśmy tak naprzeciwko zasłoniętego Habakuka i Anioła, a ja się zastanawiałam co z pozostałymi wyznacznikami Ścieżki Oświecenia. Cóż, pozostało nam pomachać foli i zrobić sobie zdjęcie na tle obeliska znajdującego się naprzeciwko kościoła.
    Następnym punktem odniesienia był plac św. Piotra i Płaskorzeźba Wiatru Zachodniego – Anioł wydmuchujący 5 strumieni powietrza. Jak dobrze, że i tego nie zasłonili 😉 Kolumnada Berniniego robi piorunujące wrażenie, tak jak i cały plac św. Piotra. Ciężko to opisać, musicie to przeżyć na własnej skórze. A jak już poczujecie, że jesteście w tak niewiarygodnym miejscu, szybko z niego nie wyjdziecie, wierzcie mi.
    Santa Maria Della Vittoria – Kościół Matki Boskiej Zwycięskiej. Z chwilą kiedy wchodzisz do kościoła nie wiesz w którą stronę masz podążać wzrokiem. Można się pogubić w bogactwie kolorów, posągów, obrazów, zamalowanych sklepień, różno prążkowych marmurów na ścianach i
    filarach, złoceń, zawieszonych na gzymsach w śnieżnobiałych szatach rozstrzępionych na wietrze. W środkowej części marmurowego ołtarza uśmiechnięta skrzydlata postać, celuje złotą strzałą w omdlewającą młodą kobietę – to ekstaza świętej Teresy z Avila. Na to wszystko patrzą od wieków członkowie rodziny Cornaro z loży w ścianach bocznych kaplicy. Naprawdę trudno tak po prostu wstać i wyjść. I zapewniam, że będziecie tu wracać, ilekroć przyjedziecie do Rzymu.
    „Maleństwo Minerwy” to przydomek, którym często rzymianie określają obelisk wspierający się na słoniu zaprojektowanym przez Berniniego. Pomnik stoi przed kościołem Santa Maria nad Minerwą. A co chodzi z tym słoniem? Ha 😉 (Uwaga skrót historyczny) Obelisk został odnaleziony w 1665 r. w ogrodzie zakonnym sąsiadującym z placem. Papież Aleksander VII postanowił wystawić znalezisko przed kościołem w formie pomnika – oddać hołd mądrości. Tak więc Bernini wymyślił słonia. Problem w realizacji projektu pojawił się w momencie, kiedy dominikanin którego projekt wcześniej odrzucono oświadczył, że nie jest możliwe aby słoń na czterech nogach udźwignął obelisk, zaznaczając, że należy go wesprzeć wypełnieniem pod brzuchem. Mimo protestów artysty papież zgodził się z sugestiami dominikanina i kazał wesprzeć pomnik słonia kwadratowym blokiem pod jego brzuchem. Po wykonaniu pierwszego wstępnego słonia zgodnie z zaleceniami papieża, pomnik słonia wydawał się na tyle ociężały, że rzymianie zaczęli go nazywać prosiaczkiem Minerwy. Bernini w ostatecznym projekcie słonia zrealizowanym przez swojego ucznia Ercole Ferrata ustawił słonia tak, aby jego tył znajdował się naprzeciw konwentu dominikanów z trąbą lekko odchyloną w „geście pozdrowienia”. Doprawdy piękny gest pozdrowienia 😉 Ciekawszych odsyłam do źródeł internetowych, ale najlepiej zobaczcie to na własne oczy 😉
    Fontanna Czterech Rzek (Fontana dei Quattro Fiumi) jest umiejscowiona dokładnie na samym środku placu Piazza Navona. Nad dość dużym basenem wznosi się skała z grotą przedstawiająca czterech muskularnych mężczyzn symbolizujących cztery rzeki (rzeka po włosku jest rodzaju męskiego): Nil, Ganges, Dunaj i Rio de la Plata oraz cztery wówczas znane kontynenty: Afrykę, Azję, Europę i Amerykę. Z groty wypływa osiem strumieni wody. Nad całą tą kompozycją króluje wysoki, obelisk (starorzymska imitacja obelisku egipskiego). Ozdobami fontanny są też elementy fauny i flory: koń, lew, krokodyl czy palma, natomiast na szczycie obelisku jest gołąb z brązu z gałązką oliwną. Oczywiście jak to bywa z Berninim i ta fontanna ma pewną anegdotę 😉 odnoszącą się do jego rywalizacji z Franciszkiem Borrominim którego Bernini uważał za gorszego artystę. Koło fontanny znajduje się kościół poświęcony św. Agnieszce (Sant’Agnese in Agone) – jego fasadę zaprojektował Borromini. Na znak niechęci do rywala posągi Berniniego odwracają się od kościoła. Nil natomiast został okryty welonem prze Berniniego, aby nie być zmuszonym do oglądania dzieła rywala. Jednak, czy tak było naprawdę? Kto wie 😉
    Na końcu naszej podróży (książkowej) trafiłyśmy do Panteonu. W miejscu w którym (w książce jak i filmie) został przeniesiony grób Santiego Rafaela z Santa Maria Del Popolo co w rzeczywistości jest nieprawdą gdyż jego grób od początku znajdował się w Panteonie. Na fasadzie widnieje ogromna inskrypcja z liter wykutych w brązie, z czego wynika, że budowniczym świątyni był Marek Agrypa. Z ogromnego pożaru w 80 r. zachował się jedynie portyk (budynek na planie prostokąta z jednym lub kilkoma rzędami kolumn), który wkomponował się w nowy projekt. Do wnętrza prowadzą wielkie, 20-tonowe drzwi odlane z brązu. Rotundę pokrywa betonowa kopuła o średnicy 43 metrów i grubości ok. 7 metrów u podstawy, która staje się coraz cieńsza i przy samym sklepieniu ma już grubość 1 metra. Na szczycie kopuły znajduje się centralny otwór, tzw. oko (oculus) o średnicy 9 metrów, oświetlający wnętrze kościoła. Otwór nie jest przykryty, dlatego też marmurowa posadzka Panteonu jest wklęsła i posiada specjalne rowki, co pozwala na odpływ wody deszczowej wpadającej do środka. Wnętrze Panteonu jest imponujące – dlatego też byłyśmy w tej świątyni kilka razy 😉 Znajdują się tu kapliczki i grobowce z ołtarzami. Na placu znajdującym się przed Panteonem mieści się fontanna zrealizowana przez Giambattista della Porta na której umieszczono oryginalny obelisk egipski, pochodzący ze Świątyni Izyd.
    Po chwilowym odpoczynku poczułyśmy chęć dalszego zwiedzania i tak oto zaliczyłyśmy Fontannę Di Trevi, Schody Hiszpańskie, Ołtarz Ojczyzny, Forum Romanum, Koloseum, Zamek Anioła, i cudowny park Villa Ada Savoia. Dodam, że zwiedzałyśmy, aż 2 dni.
    W Rzymie, za przeproszeniem, łykasz atmosferę która Cię otacza. Ludzie zawsze uśmiechnięci, pomocni, życzliwi, aż zaczynasz się zastanawiać czy aby na pewno nie śnisz na jawie?
    Moja wycieczka do Rzymu odbyła się bardzo dawno temu, i marzy mi się ponownie. Chcę jeszcze raz odwiedzić miejsca które już widziała, oraz miejsca które nie zdążyłam zobaczyć.
    Mam nadzieję, że choć w minimalnym skrócie zachęciłam kogoś z Was, do odwiedzenia Wiecznego Miasta. 🙂

  • Tak naprawdę moje wymarzone wakacje miały miejsce w tym roku :-). Kupiłam namiot, kilka pasztetów i… tyle mnie widzieli ;-). Wyruszyłam do Ostródy i właśnie tutaj przez 96 godzin chłonęłam reggae, które gra mi w duszy od dobrych kilku lat. To, co było w tej wyprawie najdziwniejsze to to, że wśród zupełnie obcych ludzi czułam się cholernie wolna i szczęśliwa. Nie musiałam nikogo udawać ani na siłę próbować dopasować się do reszty. Bez tych wszystkich loków-koków, ulicznych pokazów mody i udowadniania, kogo na co stać mogłam wreszcie w 100% skupić się na tym, co dla mnie najważniejsze – muzyce i pozytywnej energii. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek wróciła z wakacji tak wychillowana :-).

    A co do przyszłych wakacji, chciałabym choćby na chwilę zahaczyć o Chorwację ;-). Dlaczego? Wszystko tłumaczę w infografice :D.

    Pozdrawiam :-),
    Nikolina Jaworska

  • Halina Zięciak Gabor

    Marzy mi się wyprawa przez południowe rubieże Polski – po strefie pogranicza. Jadąc od zachodu najpierw zwiedzałabym pogranicze polsko czeskie – Góry Stołowe, Karkonosze i Kotlinę Kłodzką. Kolejnym przystankiem byłaby wędrówka po masywie Babiej Góry. Dalej zboczyłabym na Słowację i zwiedziła tamtejsze zamki: Orawski i Spiski, po drodze zahaczając o Tatry. Odwiedziłabym Strbskie Pleso, Skalnate Pleso pod Tatrzańską Łomnicą, Hrebienok i Wodospady Zimnej Wody a także, a może przede wszystkim Zelene Pleso czyli Zielony Staw Kieżmarski. Słyszałam, że widoki tam są bajeczne.
    Kolejnym krokiem w mojej podróży byłyby zamki Czorsztyn i Niedzica już po polskiej stronie granicy a następnie spływ Dunajcem. Ze Szczawnicy pojechałabym zobaczyć ruiny zamku w Rytrze. A dalej to już Bieszczady i pogranicze polsko ukraińskie.
    Taki mój szalony plan na podróż południową rubieżą Polski.
    Pozdrawiam

  • Czas na wyniki! Nagrody otrzymują Zuzanna Piekarz i Zuzanna Jocek – poproszę o maila na patryk@ohmydeer.pl. Gratulacje dla wszystkich, świetne historie :)