Jak wypadła tegoroczna edycja Restaurant Week Polska? Przeczytaj moją opinię!

Restaurant week opine relacja recenzja

Przez pierwsze 10 dni kwietnia w największych miastach Polski odbywał się Restaurant Week Polska. Zasady były proste – płacisz 39 zł., rezerwujesz stolik online i otrzymujesz trzy dania (przystawka, główne i deser).

Fajnie, że płacąc stosunkowo przystępną cenę, można było spróbować tego, co najlepsze mają do zaoferowania kucharze danej knajpy. W większości restauracji za trzy dania zapłacimy znacznie więcej, co pewnie skusiło wiele osób, które nie jedzą na mieście za często. Plus także dla organizatorów za to, że (przynajmniej w Trójmieście) udało się włączyć w festiwal wiele ciekawych restauracji i nie trzeba było wybierać mniejszego zła.

Taka forma festiwalu (rezerwacja online, płatność z góry etc.) ma sens – na uczestników nie czekają żadne niespodzianki, poza smakowymi oczywiście. To duża przewaga nad odbywającym się regularnie w Gdańsku „Weekendzie za pół ceny”, gdzie pod knajpami ustawiają się niebotyczne kolejki, coś jest wliczone, coś nie, jeden wielki chaos, który od drugiej edycji omijam szerokim łukiem (po tym jak dwa razy nigdzie się nie dostałem uznałem, że 50% zniżki nie jest warte stania całego dnia w kolejce). Ogólnie moim zdaniem w dobie rezerwacji online wszystkie akcje typu „kto pierwszy, ten lepszy” nie mają już sensu.

Ok, a teraz minus. Nie do końca rozumiem dlaczego przygotowywane jest specjalne menu na czas trwania festiwalu. To byłaby ok opcja dla osób, które są stałymi bywalcami danej knajpy i chciałyby spróbować czegoś nowego. Wydaje mi się, że festiwal skierowany jest w równiej mierze dla nowych osób, więc to daniami z głównego menu restauracje powinny walczyć o ich podniebienia.

Mogą się przecież pojawiać takie sytuacje, że komuś nie przypasuje menu festiwalowe i nigdy już nie wróci do danej restauracji. I odwrotnie, kucharze mogą się (czysto hipotetycznie oczywiście) postarać na 200%, oczarować menu festiwalowym, ale na co dzień być przeciętni lub poprawni.

I na koniec czas na smaki. Byłem w trzech restauracjach – Panaya Thai Restaurant (o której napisałem osobny tekst), Krew i Woda oraz w Stacji Deluxe. Wszędzie było smacznie, ale…

… niespodziewanie najlepsza okazała się ta ostatnia, która dotychczas była dla mnie po prostu pubem, w którym zresztą wypiłem przez ostatnie lata kilka dobrych litrów piwa :) Jajko przepiórcze i placuszki z kalafiora na przystawkę, golonka indycza sous vide z dodatkami jako danie główne i na deser różyczki ze śliwki w cieście francuskim – po prostu pycha. Jeśli kucharz gotuje tak na co dzień, w ciągu dnia też powinny być w Stacji takie tłumy jak wieczorem. Krew i Woda ok, ale po takich opiniach, jakie słyszałem, liczyłem na znacznie więcej. Chociaż nie powiem, było smacznie. Podobnie w Panaya, ale o tym przeczytajcie w osobnym tekście.