Dwa spojrzenia na najnowszy film z Ryanem Goslingiem i Russellem Crowe, czyli recenzja „Nice Guys: Równi Goście”.

nice guys recenzja

Nie samymi ekranizacjami komiksów i ambitnymi filmami człowiek żyje, więc w kolejnej odsłonie #DwuGłosu porozmawiamy o „Nice Guys: Równi Goście”, czyli najnowszej komedii kryminalnej z Ryanem Goslingiem i Russellem Crowe. Klimat lat 70., dobra obsada i ciekawa na pierwszy rzut oka intryga. Z pozoru film ma wszystko, by stać się hitem, ale czy rzeczywiście nim jest? Tym razem trochę krócej, ale za to treściwie!

nice guys recenzja

Maciek: Moim zdaniem „Nice Guys” to niemal idealny przykład tego, jak powinno się robić komedie. Już kilka miesięcy temu omawialiśmy „Ave Cezar” braci Coen i problemem tego filmu była totalna niespójność fabuły. W Nice Guys mamy przede wszystkim ciekawą fabułę, która równie dobrze mogła zostać opowiedziana w zupełnie innym stylu: kina noir czy też dramatu. Jest to przede wszystkim wciągajaca historia opowiedziana w komediowym stylu. I, co równie istotne, jest to humor, który umiejętnie łączy gagi słowne z sytuacyjnymi, a to nie lada sztuka. Mamy dwóch bohaterów, z którymi nie sposób nie sympatyzoać: podstarzały i grubawy Crowe oraz cwaniaczkowaty Gosling. Obaj umiejętnie realizują swoje postaci i charyzmatycznie uwiarygadniają humor.

Patryk: Niestety się nie zgodzę. Dla mnie ten film był po prostu mało śmieszny, a momentami wręcz głupkowaty. Fabuła też nie była specjalnie spójna. A nawet jeśli się momentami trzymała, to była po prostu słabo zrealizowana. Niby komedia kryminalna, a te wątki były tak poszarpane, tak nieoczywiste i tak dziwnie zagmatwane, że mnie po prostu ten film bardziej męczył niż bawił. Największy plus to faktycznie gra Goslinga i Crowe’a, ale moim zdaniem nie udało im się tego podciągnąć do góry. Mam wrażenie, jakby twórcy sami nie wiedzieli czego się chwytać, przez co wyszedł straszny bałagan. A szkoda, bo jeszcze małą dawkę humoru na poziomie jestem w stanie przełknąć, ale słabej fabuły już nie.

Maciek: Szczerze powiem jednak, że spodziewałem się nieco więcej śmiechu, ale to jednak plus – ten film nie próbował być śmieszny na siłę, humor był jedynie elementem ciekawej historii. I to, paradoksalnie, jego największa zaleta. Wszystko polane kolorowym sosem klimatu lat siedemdziesiątych, blichtrem Hollywoodu i pornobiznesu. Mniam.

Patryk: Ok, klimat, choreografia, „efekty” były ok, ale znowu, zginęły trochę w natłoku pourywanych scen. Może źle podszedłem do tego filmu? Może spodziewałem się czegoś innego? Nie wiem, ale dla mnie tu kryminału było jak na lekarstwo. Jest też jedna rzecz, być może ten film się po prostu zestarzał. Co ciekawe, scenariusz Shane’a Blacka był już gotowy prawie 15 lat temu, ale długo nikt nie chciał go zrealizować. Może to był znak, że trzeba było go podkręcić? Bo wprawdzie czuć tu klimat kultowej „Zabójczej Broni”, której scenariuszem zajmował się właśnie Black, ale to nie wystarczy, żeby nawiązać do sukcesu tej serii. Szkoda.

nice guys recenzja

OCENA


Maciek:
7/ 10


Patryk:
5 / 10


PLUSY I MINUSY


Maciek:
+ Historia.
+ Wiarygodni i zabawni bohaterowie.
+ Oddanie klimatu epoki.
+ Połączenie żartów sytuacyjnych i słownych
– Mniej śmiechu, niż można było się spodziewać.
– Fabuła nieco przewidywalna.


Patryk:
+ Świetnie oddany klimat lat 70.
+ Russell Crowe i Ryan Gosling.
+ chemia między bohaterami.
– Historia nie trzyma się kupy.
– Mało śmieszny.
– Nijakość.