„Do przerwy 0:1”, „Stawiam na Tolka Banana” czy „Pan Samochodzik” – pamiętacie te książki?

0005r4mtrmxr36j8-c122-f4

Wspomniane we wstępie „Do przerwy 0:1”, „Stawiam na Tolka Banana” czy wszystkie części cyklu Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim to dla mnie kultowe tytuły, książki na których się wychowałem. Czy dzisiejsze dzieci i młodzież je znają? Nie sądzę…

Moja miłość do wymienionych książek (i kilku innych, o których niżej) to przede wszystkim zasługa mojego taty. Są to właściwie też książki jego dzieciństwa. Pamiętam, że chyba pierwszą, którą mi podrzucił lub polecił było „Do przerwy 0:1” Adama Bahdaja. Wtedy byłem akurat na początku fascynacji piłką nożną, więc wstrzelił się idealnie. Bo choć oczywiście piłka jest w tej książce tylko tłem, to pewnie właśnie to mnie skusiło i do dziś doskonale pamiętam jej fabułę. Podobnie zresztą jak film czy serial.

Później poszło lawinowo, zaczynając oczywiście od kolejnych pozycji Bahdaja. „Wakacje z duchami”, „Stawiam na Tolka Banana”, „Podróż za jeden uśmiech”, „Uwaga! Czarny parasol!”, „Telemach w dżinsach”… kurde, pan Adam to miał jednak łeb! Jeśli ktoś nie czytał tych książek, to nie miał dzieciństwa. No chyba, że oglądał seriale lub filmy (Henryk Gołębiewski!) na ich podstawie, to jest częściowo rozgrzeszony.

1-f-2656-1-1291x629

Tak, Adam Bahdaj to był mój ulubiony autor z dzieciństwa, ale oczywiście nie jedyny, którego książkami się zachwycałem. Kolejny był chyba Marek Piegus i reszta książek Edmunda Niziurskiego. Oczywiście najbardziej znane są właśnie „Niewiarygodne przygody Marka Piegusa”, ale „Jutro klasówka” i „Sposób na Alcybiadesa” też pamiętam do dziś, a minęło przecież prawie 20 lat!

Mniej więcej w tym samym czasie tata (a jakże!) polecił mi coś bardziej „dorosłego”, czyli „Tomek w krainie kangurów” i przepadłem. Pamiętam, że jarałem się tymi książkami jak kuna w agreście. Ta seria jest po prostu idealna. Nie dość, że trzyma w napięciu, jest bardzo przystępna i ciekawa, to jeszcze uczy pewnie więcej niż niejeden nauczyciel geografii. Przy lekturze obowiązkowo obok globus czy atlas i zwiedzamy. Super czasy, życzę tego dzisiejszej młodzieży. Ok, może internet daje więcej możliwości, ale jednak zabiera to „coś”.

Gdzieś jeszcze w tamtych czasach przewijał się oczywiście „Pan Samochodzik”, chociaż przyznam szczerze, że nigdy mnie aż tak bardzo nie wciągał jak wymienione wyżej. Jednak mimo wszystko obowiązkowo czytałem od deski do deski.

Skąd taki sentymentalny wpis? Ostatnio przerzucając kanały trafiłem na „Wakacje z Duchami”, które… wciągnęły mnie jak dawniej książki! Chwila googlowania i znalazłem też kolejne „perełki”, w tym cały sezon „Stawiam na Tolka Banana”, który ostatnio systematycznie oglądam. Mimo tylu lat i oczywiście mocno drewnianego aktorstwa tych dzieciaków, bawią jak kiedyś. Ale o serialach z dawnych lat napiszę następnym razem.

A Wy jakie książki z dzieciństwa wspominacie najmilej?

  • Anna Zielińska

    Do znudzenia zaczytywałam się w Dzieciach z Bullerbyn. I zazdrościłam tym dzieciakom miejscówek do zabaw. Do tego W pustyni i w puszczy – też przeczytałam chyba z pięć razy.
    I było jeszcze coś (też szwedzkie) o małym chłopcu który mieszkał na farmie i miał kupę przygód. Ale tytułu niestety nie pamiętam.

    • Mpmp Pmpm

      Może Emil z Lönnebergi?

      • Polska wersja to chyba „Emil ze Smalandii”, ale przyznam szczerze, że nie pamiętam tego :)

        • Mpmp Pmpm

          Ja pamiętam taki serial, tytuł książki faktycznie (wg Wiki) jest taki, jak piszesz.

    • Zgadzam się, oba tytuły też kultowe :)

  • Robert Pandemic Boguslawski

    Planeta Śmierci Harrisona, Mistrz i Małgorzata, ile się dało Pratchetta, wiele książek Kinga, głównie cała Mroczna wieża i oczywiście ile się dało – Conan