Jak się mają polskie festiwale? Na które warto zwrócić uwagę? Czy wielkie gwiazdy mają jeszcze takie znaczenie?

IMG_0915

Jeszcze kilka lat temu wakacje planowałem sobie mając na uwadze dwa festiwale – Open’er i Off. Dwa lata temu nie byłem na żadnym, rok temu tylko na tym pierwszym, a w tym roku prawdopodobnie pójdę tylko na jeden dzień. Z jednej strony mi się znudziło, z drugiej wolę te (spore) pieniądze wydać na fajną podróż. Z kolei Maciek nie zwalnia i nadal chętnie jeździ na festiwale, które nadal mocno się trzymają, chociaż wielu „ekspertów” mówi o ich końcu. I o tym właśnie dzisiejszy #DwuGłos!

Maciek: Kurczę, pamiętam jak dziewięć lat temu pierwszy raz jechałem na Open’era. Ta decyzja zmieniła moje życie i od tamtej pory zjeździłem kilka krajów i kilkadziesiąt festiwali. I nadal coś w tym jest, choć akurat nie wybieram Open’era, a Ty?

Patryk: Ja w tym roku planuję iść na jeden lub dwa dni Open’era – na pewno na At the Drive-In, bo to jeden z ważniejszych zespołów w mojej muzycznej edukacji. W tym roku zadecyduje zrdrowy rozsądek i nie pójdę na całość, wolę te pieniądze wydać na wakacje kilka tygodni później. Trochę szkoda, bo ten festiwal jest dla mnie bardzo sentymentalny.

Maciek: No właśnie, sentymentalizm, który kosztuje niemałą fortunę. Długo się nad tym zastanawiałem, ale jednak rezygnuję – najmocniej kuszą mnie zespoły, które już widziałem na żywo (Sigur Ros, Foals, M83, PJ Harvey), a jednak płacić takich pieniędzy za powtórki mi się nie chce. Poza tym mój gust muzyczny znacznie odjechał od Open’era. Trudno, choć nadal pamiętam jak rezygnowałem z pracy, by jechać na ten festiwal. I właśnie, nie do końca pasuje mi fakt, że trwa on cztery dni, z czego aż trzy w tygodniu. Cały ten line-up można by zmieścić w trzech dniach i brać jeden dzień urlopu mniej.

Patryk: Wprawdzie nie powiem, że to odgrzewane kotlety, ale faktycznie też już część widziałem (Foals, M83, LCD Soundsystem, Tame Impala czy Caribu), a część mnie nie interesuje (RHCP czy Florence). Oczywiście fajnie byłoby je zobaczyć, ale pod względem muzycznym nie mam ciśnienia (poza At The Drive-In!), bardziej pod względem klimatu czy towarzystwa, bo chociaż na miejscu jest kilkadziesiąt tysięcy osób, to i tak zawsze kogoś spotkasz w kolejce po piwo lub do toi-toi. Reasumując, rok temu była całość, w tym roku Open’er raczej na jeden dzień. I to chyba wszystko jeśli chodzi o moje festiwale w tym roku… Jestem już chyba stary…

IMG_0654

Kliknij i zobacz moje zdjęcia z Open’era 2015!

Maciek: Tak, trochę klimatu Open’era mi brakuje, fajnie byłoby wrócić, ale po co przeżywać raz jeszcze to samo, skoro można spróbować nowych rzeczy! Chociaż damn, o czym ja opowiadam, Off, Audioriver i Up To Date już odwiedzałem. Kuszą za to niszowe festiwale z elektroniką, jak choćby Plotzlich Am Meer czy Because We Are Your Friends, ale chyba pozostanę przy tych trzech pierwszych w tym roku. Nad Offem się jeszcze waham, ale w tym roku jest tam wyjątkowo silna reprezentacja elektroniki dzięki wsparciu Electronic Beats! Także chyba ja stary nie jestem.

Patryk: Na Offie nie byłem już parę dobrych lat, coś zawsze stoi na drodze, a szkoda, bo ma równie fajny klimat co Open’er. Inny, ale również wyjątkowy i w sumie fajnie byłoby wrócić do Doliny Trzech Stawów. Chociaż dla mnie i tak niezapomniane będą koncerty w Mysłowicach. Żałuj, że nie byłeś! Z Offem mam jednak ten problem, że w tym roku praktycznie nic mnie nie interesuje. Właściwie to tylko Devendra Banhart i może jeszcze ANOHNI. Trochę szkoda by mi było jechać przez całą Polskę na dwa koncerty. Oczywiście, Off jest o tyle wyjątkowy, że zawsze odkryjesz coś ciekawego, ale jednak mnie nie przekonuje – także ten mariaż z Electronic Beats. Jakoś mi nie pasuje to do Offa, nie sądzisz?

Maciek: Zamieszkaj w Warszawie, będziesz musiał jechać tylko pół Polski! Rzeczywiście, brakuje w tym roku na Offie dużych alternatywnych nazwisk w stylu… Offa, kosztem zapewne silnej elektroniki. I to w sumie chyba tylko dla niej chcę jechać. I dla klimatu, wiadomo. Ale to dziwne, jechać do Katowic na Offa i zamiast artystami pokroju Battles, Deerhunter czy Warpaint jarać się występem Rodhada, Daniela Avery’ego, Pantha Du Prince czy Zomby’ego. Ale cóż, wydaje mi się, że po prostu coraz więcej osób interesuje się elektroniką, więc muszą się dostosować do trendów. Takie czasy, pytanie: czy lepsze? 

Patryk: Dla mnie gorsze, bo akurat fanem tego typu elektroniki nie jestem, chociaż może gdybym pojechał na Offa czy choćby Audioriver, trochę zmieniłbym zdanie? Kto wie, może za rok się wreszcie uda, bo nie ukrywam, że w przypadku tego drugiego festiwalu słyszałem tyle dobrego, że z czystej ciekawości bym pojechał, zobaczył i dopiero ocenił czy to dla mnie. Tak, czasy się zmieniają, ale ludzie chyba nie. Jakiś czas temu mądre głowy wieszczyły koniec festiwali muzycznych, tymczasem ja tego końca nie widzę. My zbliżamy się do trzydziestki, a w nasze miejsce przychodzą nowi. Pewnie modniej ubrani niż my wtedy, ale zainteresowanie festiwalami zostaje. Na Audioriver czy Tauronie też widać taką zmianę pokoleniową jak na Open’erze?

Maciek: Ale widzisz, jak chodziłem z Tobą na pierwsze Open’ery to też elektronika mnie średnio rajcowała, ale to właśnie tam się jej nauczyłem. Zajarałem się tak, że pojechałem na Selector (R.I.P.), moja fascynacja stopniowo się pogłębiała, aż trafiłem na niewielki, acz świetny festiwal Up To Date. Każdy ma swoją drogę (i nie każdy powtórzy moją), ale jedno jest pewne – festiwale drastycznie poszerzają muzyczne horyzonty. Jadąc na Selectora nawet nie wiedziałem o istnieniu Audioriver, dziś to dla mnie kluczowy punkt w rocznym kalendarzu.

Co do zmiany pokoleń, to ciężko mi oceniać, Taurona nie widziałem od lat trzech, festiwal w Płocku odwiedziłem ledwie dwukrotnie, ale myślę, że to stały proces, który towarzyszy wszystkim tego typu imprezom i pewnie część stałych bywalców uzupełniają osoby, które się zmieniają – jedni odchodzą, w ich miejsce przychodzą inni. Każdy festiwal musi potrafić połączyć potrzeby zarówno wiernych uczestników, jak i tych potencjalnych, by utrzymać się na powierzchni. Wiele z nich przecież zniknęło – Selector, FreeForm. Festiwale nie są wieczne (choć też się nie kończą), ale mniejszym markom coraz trudniej się utrzymać wobec dużych konkurentów. Coraz większą rolę pełnią też sponsorzy, firmy wchodzące na teren festiwalu z dużymi budżetami. A one podążają tam, gdzie więcej uczestników. To niepokojący proces – kanibalizujący właśnie mniejsze festiwale. Stąd cieszę się z obecności Electronic Beats, czyli marki T-Mobile, która dała znaczny zastrzyk gotówki dla białostockiego Up To Date, który nigdy nie miał, cóż za gra słow, różowo.

Patryk: No właśnie, coś jak w mojej stylistyce gdański Soundrive czy inny białostocki festiwal – Halfway, na który akurat bardzo chętnie bym pojechał ze względu na koncert Wilco, których zawsze chciałem zobaczyć! Na szczęście w tym samym czasie w Gdańsku jest Wild Nothing, więc sobie osłodzę tę stratę. Wracając do tematu, małych rockowo/folowo/alternatywnych festiwali generalnie (poza tymi dwoma) nie ma. Pewnie jest to związane z mniejszym zainteresowaniem taką muzyką (kosztem elektroniki), a pewnie i ze względu na kasę. Ale są ludzie, są festiwale, bardzo dobrze. Tak sobie też myślę o tych festiwalach, że trochę też już trochę nie mam zdrowia, albo się rozleniwiłem. Ale jedno jest pewne, powinny być krótsze! Kurde, na pole namiotowe bym już się chyba nie zdecydował…

Maciek: No właśnie problem polega na tym, że w dniu ogłoszenia terminu Audioriver wszystkie noclegownie momentalnie wyprzedają się, do tego w zawyżonych cenach. Potem znalezienie czegokolwiek jest niemal niemożliwe. Jeszcze nie wiem gdzie będę spał, ale chciałbym uniknąć namiotów. Jednak w ostateczności… Cóż, dobrze, ze to tylko dwa dni. I właśnie, jak pisałem, dla mnie Open’er jest po prostu za długi! Nawet hiszpańska Primavera trwa trzy dni. To znaczy, trzy dni trwa główna część, bo jest jeszcze kilka bonusowych przed i po. Audioriver trwa dwa intensywne dni i noce – to odpowiednia długość. Open’er, ze swoją skalą, rozmachem i budżetem mógłby się zmieścić w trzy dni. Zwłaszcza, że obecnie na główną scenę wpychane są zespoły, które kilka lat temu nie miałyby prawa tam zagrać – jakościowo, stylistycznie i “zajebistością” zmieściłyby się w namiocie. Kiedyś już o 18 grały na głównej scenie megagwiazdy, teraz wpycha się tam artystów znacznie mniejszego formatu, jakby na siłę, nie sądzisz?

Patryk: Zdecydowanie, to dla mnie strasznie dziwne. Tzn. dziwne, bo to trochę katowanie ludzi, a nie dziwne, bo wiadomo – dłuższy festiwal, więcej kasy z biletów i innych atrakcji towarzyszących. Tak jak mówisz, gdyby jeszcze te cztery dni były wypełnione po brzegi, to spoko. A tak z ciekawości wchodzę na line-up i jestem pewien, że na początku będzie coś średniego. A kiedyś? Pamiętam nasz pierwszy Open’er – Sonic Youth i Bloc Party. Tych pierwszych nie trzeba przedstawiać, a ci drudzy byli wtedy na mega fali. No cóż, takie czasy. Swoją drogą, na festiwalach pokroju Audioriver headlinerzy też mają takie znaczenie, jak kiedyś dla nas na Open’erze czy Offie?

Maciek: Ciężko powiedzieć, to nieco inna muzyka, którą się nieco inaczej konsumuje. Tutaj znacznie większą rolę odgrywa sam klimat. Bo wiesz, elektronika i techno, mimo, że bardzo różnorodne, to jednak… w odbiorze jest bardzo podobne. Nie śpiewasz ulubionych piosenek, nie masz wokalistów krzyczących “HOW ARE YOU GDYNIAAAAA?!”. Masz muzykę, bit, tłum ludzi porwanych w jeden, taneczny trans. Dla postronnego odbiorcy może to wyglądać tak, że wszędzie leci ta sama muzyka z Winampa, ale bardziej wrażliwi i świadomi odbiorcy, znający poszczególnych artystów widzą diametralne różnice producentów. I też się tym jarają. Ja na przykład nie mogę doczekać się wymarzonego przeze mnie od dawna Recondite’a, czyli klimatycznego techno-minimalisty. Podsumowując, każdy festiwal tworzą jego odbiorcy – a ci są różni w zależności od muzyki i zupełnie inaczej ją odbierają. Ta różnorodność jest wspaniała, być może w poszukiwaniu nowych doznań, znudzony koncertami rockowymi, tak bardzo pochłonęła mnie elektronika?

Patryk: Może być, ja się pewnie nigdy tak w elektronikę nie wkręcę, ale z drugiej strony mam czasem ochotę na coś nowego i pewnie dobrym pomysłem byłoby właśnie wybranie się na któryś z “Twoich” festiwali. Może za rok, byłoby miło. W każdym razie jest jeszcze jedna rzecz, której muszę spróbować – zagranicznego festiwalu. Ty masz za sobą Prmavery i Pohody, wiec pewnie wiesz, że warto. Mnie bardziej kręcą brytyjskie, te najbardziej kultowe. Kiedyś się uda, bylebym wcześniej nie posiwiał.

Maciek: Tak bardzo żałuję, że nie mogłem w tym roku pojechać na Primaverę. Mój ukochany zespół (Radiohead) w moim ukochanym mieście (Barcelonie). Boję się, że to się już nie powtórzy, a to byłby szczyt szczęścia. Główna część Primavery, jako, że trwa trzy dni, a line-up ma mocniejszy niż Open’er, jest strasznie intensywnym maratonem. Ale jednocześnie bardzo pięknym. Nie zobaczysz tam wszystkich ukochanych zespołów, ponieważ nakładają się jednocześnie dwa lub nawet trzy koncerty znakomitych artystów jednocześnie. To jest raj na ziemi, teren duży, ładny, ale szybki do pokonania, nadmorska sceneria, zacna organizacja (bez przesadnej komercjalizacji). Nic dziwnego, że wyprzedaje się bardzo szybko. Akredytacje dla prasy także, a za nie się płaci. Więcej niż za karnety. Ten festiwal nie potrzebuje promocji w mediach. To media potrzebują promocji i relacji z Primavery. Niech to będzie najlepszym świadectwem z jak silną marką mamy do czynienia.

  • techniczny

    festiwale mają się dobrze, to ty jesteś stary i nie chce ci się już. być może nawet zdziadziałeś. na pewno zmienił ci się punkt widzenia. sam mówisz, że zmienił ci się gust. ale przecież jeden twój gust nie decyduje o być albo nie być festiwalu.
    mi też się już nie chce jeździć na spędy, ale nowi, młodzi jeżdżą za nas.
    jedno co nie ma sensu, to tego typu dywagacje, które do niczego nie prowadzą i nie wiadomo w jakim celu powstały. równie dobrze możesz porozkminiać sens swojego życia. a na festiwalach będzie tłum jak co roku. może tylko niektóre tracą znaczenie na rzecz innych.

    • Aga Be

      Takie dywagacje są dla tych co lubią dywagować. Mnie na przykład zaciekawił opis elektronicznych festiwali, bo choć jestem bardziej rockowa, a może inaczej – bardziej osobą która szuka w piosenkach melodii I sensownego tekstu – to jednak zachęcił mnie, żeby kiedyś, przy odrobinie wolnej gotówki, takiego festiwalu spróbować. Jak Ciebie takie dywagacje nudzą, to po co je czytać i komentować? ;)

      • techniczny

        Bo są z dupy i niczego nie wnoszą. Nie ma żadnego „zmierzchu festiwali”. Jest ich co roku mnóstwo, nic, tylko kupować karnety i jeździć.

        • Aga Be

          Właśnie Ci powiedziałam, że mi coś ta dywagacja wniosła. A jak ty czytasz je „bo są z dupy i nic nie wnoszą” no to ja na takie argumenty już odpowiedzi nie mam. Miłego dnia :)

          • techniczny

            Jesteś chyba jedyną osobą, której to marudzenie cokolwiek dało. Przejrzyj lepiej gdzieś indziej listę festiwali z okolicy i pojedź na jakiś po prostu, zamiast czytać takie bzdury, jak to.